„Święty” niepokój


Southampton znowu na rozstaju dróg

5 grudnia 2018 „Święty” niepokój
Wikimedia Commons

Tuż przed końcem zeszłego sezonu Marka Hughesa uznano za wybawiciela. Wyciągnął zespół z głębokiego kryzysu i na ostatniej prostej zdołał utrzymać Southampton w Premier League. Niespełna pół roku później „Święci” znajdują się w nie mniejszym marazmie. Głowa walijskiego szkoleniowca już poleciała, a lada moment na St Mary's Stadium zostanie zakontraktowany nowy menedżer. Czy zmiana na ławce trenerskiej wystarczy, by w szeregach Southamptonu zapanowała stabilizacja?


Udostępnij na Udostępnij na

Po zakończeniu sezonu 2016/2017 media obiegła informacja, iż Claude Puel został zwolniony z funkcji menedżera zespołu „Świętych”. Decyzja władz Southamptonu wydawała się mocno kontrowersyjna. Francuski szkoleniowiec z zespołem z St Mary’s Stadium zajął ósmą lokatę w lidze oraz awansował do finału Pucharu Ligi. Dla władz klubu było to jednak za mało. Po lakonicznym komunikacie pełnym podziękowań dla szkoleniowca rozpoczęto poszukiwania nowego menedżera. Wybór padł na Mauricio Pellegrino. Zajęcie z Deportivo Alaves dziewiątego miejsca w hiszpańskiej ekstraklasie oraz dotarcie do finału Copa del Rey dawało solidne świadectwo argentyńskiemu szkoleniowcowi. Wszyscy na St Mary’s Stadium wierzyli, że podpisując trzyletnią umowę, jest w stanie przeobrazić Southampton w siódmą siłę Premier League.

Jesteśmy przekonani, że Mauricio jest właściwą osobą, która pomoże nam wykonać kolejne kroki. Zna naszych graczy i wierzy, że mamy świetny skład, któremu dzięki drobnym modyfikacjom będzie w stanie zapewnić ciągły sukces. Mauricio wierzy, że z jakością, którą mamy, możemy grać ekscytujący, intensywny, ofensywny futbol, przejmując inicjatywę w każdym spotkaniu – nie krył zachwytu po zakontraktowaniu szkoleniowca wiceprezes Southamptonu, Les Reed.

Z Mauricio Pellegrino „Święci” wykonywali kolejne kroki, jednak wszystkie w kierunku innym niż pierwotnie zamierzony. Zespół Southamptonu zamiast tak jak do tej pory realnie włączyć się do walki o miejsca w górnej części tabeli, rozpaczliwie walczył o ligowy byt. W połowie marca sytuacja była na tyle poważna, że klub zdecydował o zwolnieniu argentyńskiego szkoleniowca.

W roli strażaka wcielił się Mark Hughes, podejmując się niełatwego zadania uniknięcia degradacji. Efekt nowej miotły zadziałał. Do końca kampanii Southampton zdobył osiem punktów, które zagwarantowały ligowy byt.

Błędne koło trzyletnich kontraktów

Od początku sezonu rezultaty odnoszone przez zespół Marka Hughesa były jednak nadspodziewanie słabe. Zwycięstwo nad Crystal Palace okazało się jedyną ligową wygraną „Świętych” w bieżących rozgrywkach Premier League. Trudna sytuacja Southamptonu sprawiła, że o zwolnieniu szkoleniowca media spekulowały już pod koniec października. Wymieniały nawet nazwisko następcy Marka Hughesa, którym miał być Leonardo Jardim. Władze kluby zdecydowały jednak podjąć inne kroki.

Z St Mary’s Stadium pożegnali się Les Reed oraz dyrektor wykonawczy Martin Hunter. Zwolnienie wymienionej dwójki miało pokazać, że klub nie chce ponownie szybko rozstać się ze szkoleniowcem, który miał być trenerem na lata. W siłę swojej pozycji w klubie jeszcze bardziej uwierzył Mark Hughes.

Jest tu jeszcze wiele osób, które czują, że jestem właściwym człowiekiem na tym miejscu. Nie sądzę, aby pod tym względem moja pozycja uległa zmianie – zapewniał menedżer Southamptonu.

Niecały miesiąc później po Marku Hughesie na St Mary’s Stadium pozostaje już tylko słodko-gorzkie wspomnienie. „Kilka osób” pokładających wiarę w szkoleniowcu w obliczu fatalnych rezultatów szybko utraciło zaufanie do Walijczyka. Od miana zbawiciela w kilka miesięcy stał się persona non grata. Po zremisowanym spotkaniu z Manchesterem United władze klubu podjęły decyzję o dymisji szkoleniowca. Media zalała fala spekulacji dotyczących następcy Walijczyka. Według  informacji z Niemiec i Anglii głównym kandydatem był Ralph Hasenhüttl.

Zwolnienie Marka Hughesa jest mocno powiązane ze zwolnieniem Lesa Reeda. Prezes Gao, odkąd przejął Southampton, notował słabe wyniki i traktował klub jak zabawkę, która mu się znudziła. Zwolnienie Reeda zbiegło się z plotkami w prasie o tym, że prezes Southamptonu postanowił zacząć nowy projekt. Zaczął od zmian w zarządzie i chwała mu za to, bo gdyby Les wciąż był dyrektorem sportowym, to zamiast plotek o Ralphie Hasenhüttliem czytalibyśmy o Big Samie (Allardysie) lub (Davidzie) Moyesie – komentuje dla naszego portalu prowadzący na Facebooku fanpage Southampton FC Polska, Bartłomiej Dziekan.

Niemiecka szkoła zbawi „Świętych”?

Austriacki szkoleniowiec największy sukces odniósł w sezonie 2016/2017. Z zespołem RB Lipsk zajął drugą lokatę w niemieckiej Bundeslidze. Osiągnięcie tym większe, że drużyna z Saksonii była zaledwie beniaminkiem rozgrywek. W przypadku objęcia posady menedżera Southamptonu o podobny wynik byłoby jednak niezwykle trudno.

Liczymy, że Austriak poprawi wyniki Soton i może już w styczniu przeprowadzi rewolucję kadrową, gdyż wielu zawodników nie powinno już być w klubie. Oby też Ralph został kilka lat z nami, gdyż potrzeba ustabilizować naszą sytuacje kadrową. W tym sezonie walczymy o uniknięcie spadku, a za rok powrót do top10. Nikt nie liczy na powtórkę z Lipska, gdyż PL jest o wiele trudniejszą ligą i o wiele bogatszą. Oby to był początek zmian na lepsze – dodaje nasz rozmówca.

Bezsprzecznie Southampton znalazł się w sporym kryzysie. Kryzysie, w którym tkwi już długi czas. W kadrze „Świętych” próżno obecnie szukać zawodników pokroju Virgila van Dijka czy Sadio Mane. Wyszukiwanie nowych perełek również nie funkcjonuje już tak dobrze jak kiedyś. Cała nadzieja Southamptonu w tym, że Ralph Hasenhüttl wprowadzi do klubu niemieckie standardy. Takie, które świetnie sprawdzają się w Liverpoolu, a nie najgorzej w Huddersfield Town. Najwyższa pora, by Southampton wyszedł na prostą.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski