W piątkowym spotkaniu reprezentacji Polski zadebiutował Waldemar Sobota. Zawodnik Śląska Wrocław udany występ zwieńczył bramką.
Sobota mówi o symbolicznym znaczeniu strzelonej przez niego bramki: – Trudno znaleźć słowa, by opisać to, co się wydarzyło w piątek w Turcji. Poprzestańmy więc na tym, że rzeczywiście był to wymarzony debiut. Jestem szczęśliwy, że już w pierwszym meczu kadry udało mi się wpisać na listę strzelców. Tym bardziej że dzień przed meczem z Bośnią urodziny obchodziła moja mama, a dzień później mój tata. Ten występ i gol to mój prezent dla nich.
24-letni piłkarz jest pewnym punktem Śląska Wrocław, zagrał w większości spotkań tej drużyny, zwracając na siebie uwagę Franciszka Smudy.

– Dużo dobrej roboty zrobił Tomek Kupisz, który wywarł presję na bośniackim bramkarzu. Dzięki temu golkiper rywali popełnił błąd i podał piłkę prosto pod moje nogi. Przede mną był tylko jeden obrońca, więc postanowiłem w swoim stylu pójść na pojedynek jeden na jednego, a po ograniu przeciwnika uderzyć po długim słupku – mówi Waldemar Sobota o bramce widocznej z jego perspektywy.
Zawodnik Śląska Wrocław pokusił się także o ocenę ewentualnej możliwości powołania na mistrzostwa Europy: – Do mistrzostw Europy zostało już tylko pół roku i nie ukrywam, że gdzieś tam w głowie zaczęły pojawiać się myśli, by uczestniczyć w tej imprezie w innej roli niż kibic. Mam też swoje marzenia dotyczące Śląska. Zajmujemy przecież pierwsze miejsce w lidze i każdy z piłkarzy naszej drużyny chciałby tę pozycję utrzymać do końca sezonu. To trudne zdanie, ale zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by je wykonać.











