Reprezentacja Polski wygrała z Bośnią i Hercegowiną 1:0. Można powiedzieć, że to najniższy wymiar kary, ponieważ Polacy stworzyli sobie wiele bramkowych okazji. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył jednak debiutant, Waldemar Sobota.
Polacy, mimo że w takim zestawieniu grali po raz pierwszy, rozpoczęli ze sporym animuszem. Wysoki pressing sprawiał, że bardzo szybko odzyskiwaliśmy piłkę, tworząc groźne sytuacje pod bramką rywali. Przykładem niech będzie chociażby akcja z 4. minuty. Wtedy to Maciej Jankowski odzyskał piłkę, walcząc z ostatnim defensorem rywali. Przejął ją Kupisz, który będąc 20 metrów od bramki, ruszył w jej kierunku. Zawodnik Jagiellonii oddał techniczny strzał, chcąc umieścić futbolówkę przy słupku, ale jego intencję wyczuł Hadzić, który w tej sytuacji okazał się lepszy.

Polacy grali szybko i kombinacyjnie, co zaskoczyło Bośniaków. Nie byli oni w stanie skonstruować żadnej składnej akcji, która zakończyłaby się strzałem. Jednak wraz z upływem czasu również i Polacy jakby nieco spuścili z tonu. Wprawdzie nadal przeważali, ale już znacznie trudniej było o stworzenie bramkowej okazji.
Wszystko zmieniło się w 26. minucie, kiedy to piłka wykopywana przez Hadzicia trafiła pod nogi Soboty. Pomocnik grający na co dzień w Śląsku Wrocław zabrał się z nią w kierunku bramki, minął na pełnej szybkości jednego z rywali i oddał strzał zmierzający w kierunku dłuższego słupka. Futbolówka trafiła właśnie w ów słupek, przeleciała wzdłuż linii bramkowej, odbiła się od drugiego słupka i ostatecznie wpadła do bramki. Warto zaznaczyć, że dla Soboty mecz z Bośnią jest debiutem w narodowych barwach.
Na kolejną dobrą akcję Polaków musieliśmy czekać do 41. minuty meczu, kiedy to Łukasz Trałka doskonałą prostopadłą piłką obsłużył Macieja Jankowskiego. Snajper Ruchu znalazł się oko w oko z bośniackim bramkarzem. Hadzić wyszedł z bramki, starając się zasłonić rywalowi jak największą przestrzeń. Jak się okazało, był to dobry ruch, ponieważ Jankowski trafił prosto w niego.

Druga połowa nie stała już na tak dobrym poziomie, jeśli chodzi o grę naszej drużyny. Zdarzały się momenty, kiedy to Bośniacy przebywali dłużej na naszej połowie. Nie potrafili jednak oddać żadnego strzału, który mógłby poważnie zagrozić Gliwie.











