„Wojskowym” widmo spadku coraz mniej zagląda w oczy, ale trudno się temu dziwić, bo wśród drużyn walczących o utrzymanie Śląsk prezentuje się najrówniej. Odkąd Vitezslav Lavicka objął stery w roli trenera, minęło osiem kolejek, które dały ważną odpowiedź. Czeski szkoleniowiec zna się na trenerskim fachu bardzo dobrze i mimo narzekań na styl gry powinniśmy docenić zdobyte przez niego 13 punktów.
Po przerwie zimowej, w której piłkarze mieli czas na poznanie nowych standardów czy taktyki, pierwsze kolejki rundy wiosennej miały być swego rodzaju testem. I to takim bez marginesu błędu, gdyż na szali rozgrywa się walka o „być albo nie być”. Od lutego minęło trochę czasu i śmiało możemy stwierdzić, że za ten okres należy się solidna czwórka z minusem. Przede wszystkim Śląsk zaczął wygrywać mecze u siebie, a to jesienią zdarzyło się tylko dwa razy! Wiosna dała już trzy zwycięstwa, remis i tytuł niepokonanych.
Co okazało się receptą na sukces?
Na początku trzeba jeszcze podkreślić, że zespół Lavicki nie prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Jednak jego najważniejszym zadaniem ma być ugaszenie pożaru, który pozostał po poprzednim trenerze. Tadeusz Pawłowski nie potrafił wyciągnąć drużyny z marazmu i zostawił ją na skraju przepaści. Z jednym punktem nad strefą spadkową. Ale to już historia, ponieważ Śląsk złapał wiatr w żagle i oddalił się od zagrożenia na siedem punktów. Co prawda nie dzięki pięknej dla oka grze, a skuteczności i równej formie.
Mówiąc „równa forma”, mam na myśli to, że wiemy, czego po danym meczu się spodziewać. Gdyby przypadkowy kibic spojrzał w kalendarz rozegranych spotkań, zobaczyłby następujący obraz: zwycięstwo, porażka, zwycięstwo, porażka itd. To wygląda jak gra „w kratkę”, ale w tej wymienności znajduje się wspólny mianownik. Jest nim domowy występ bez straty gola, który do meczu z Miedzią zawsze kończył się triumfem. Zatem atut własnego stadionu stał się aż tak decydujący? Nasz ekspert tłumaczy:
– Przede wszystkim widać tutaj rękę trenera Lavicki, który nieco przeorganizował grę w obronie. Piotra Celebana przesunął na prawą obronę (wiem, że tego nie lubi), do środka powędrował Tarasovs, a później Cotra i wygląda to dobrze. Myślę, że dochodzi tutaj również kwestia psychiczna. Kiedy odchodził trener Pawłowski, drużyna była rozbita i można było to zauważyć na boisku. Piłkarze częściej na siebie krzyczeli, niż ze sobą współpracowali. Trener Lavicka to odmienił –











