Śląsk Wrocław przegrał w ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski z występującą na zapleczu ekstraklasy Arką Gdynia. Gole dla grających na własnym boisku gdynian strzelali Piotr Kuklis i Piotr Tomasik.
Śląsk Wrocław nie był ostatnio w najlepszej formie. Żołnierze Oresta Lenczyka po rewelacyjnej jesieni wciąż nie mogą się odnaleźć w zimowo-wiosennej rzeczywistości. Mecz w ćwierćfinale Pucharu Polski był doskonałą okazją, by wrócić na właściwe tory. Arka Gdynia wydawała się ekipą, która nie powinna stanowić większego zagrożenia dla wicelidera T-Mobile Ekstraklasy, jednak już po ośmiu minutach wrocławianie najedli się strachu. Gdynianie na raty usiłowali przechytrzyć Kelemena. Najpierw drogę do bramki próbował odszukać Kuklis, a następnie poprawić chciał Nwaogu, zakończyło się jednak na dobrej interwencji golkipera Śląska. Kilka chwil później gospodarze znów przetestowali Kelemena. Tym razem egzaminatorem był Pruchnik, który odważył się na uderzenie z 30 metrów, jednak słowacki golkiper już drugi raz w tym spotkaniu zdał test celująco.

Po kwadransie nie można było odgonić myśli, że piłkarzom tego dnia pomyliły się koszulki, wicelider ekstraklasy grał bowiem jak zespół z jej zaplecza. Między 15 a 30 minutą wrocławianie nie potrafili poważnie zagrozić bramce rywali, za to w pamięci kibiców pozostał Amir Spahić, który upadł na murawę, w teatralny sposób usiłując wymusić rzut wolny. Kolejne okazje stwarzała Arka. W 29. minucie bliski zdobycia gola był Kowalski, jednak w decydującym momencie nie potrafił wykończyć akcji celnym strzałem.
Na sześć minut przed końcem pierwszej połowy Śląsk stworzył sobie pierwszą okazję bramkową. Piotr Ćwielong znalazł się w sytuacji jeden na jednego, lecz nie zdołał pokonać bezrobotnego do tej pory Szlagi. Fani gości mieli nadzieję, że od tego momentu to ich pupile zaczną dyktować warunki gry, lecz na dwie minuty przed przerwą Jarosław Fojut nieprzepisowo zatrzymał wychodzącego na dobrą pozycję Nwaogu i w efekcie wyleciał z boiska.
Początek drugiej części spotkania należał do Arki. Gdynianie od pierwszego gwizdka sędziego wykorzystywali grę w przewadze i zdominowali wrocławian. Szybko udało się im przeprowadzić kilka groźnych akcji, lecz na prawdziwe fajerwerki czekaliśmy do 54. minuty. Wówczas festiwal strzałów rozpoczął Nwaogu, ale jego uderzenie zostało zablokowane, kontynuował Jarzębowski, jednak piłka trafiła w poprzeczkę, zakończył Kuklis, który strzałem z przewrotki wpakował piłkę do siatki.
Gol nie poderwał Śląska, który zamiast wybudzić się z zimowego snu, chrapie coraz głośniej. Piłkarze na boisku też co chwila robili sobie drzemkę. Jedna z nich w 79. minucie zakończyła się drugim golem dla Arki. Dwójkową akcję Flisa z Tomasikiem wykończył ten ostatni i wrocławianie mogli już godzić się z myślą o porażce. Do końca spotkania Arka miała jeszcze kilka szans na podwyższenie wyniku. Gdynianie wygrali zasłużenie i są bliscy awansu do półfinału Pucharu Polski.











