W ostatnim rewanżowym meczu 1/4 finału Pucharu Polski I-ligowa Flota Świnoujście przegrała na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław 0:2. Porażka „Wyspiarzy” mogła być jeszcze większa, ale bardzo dobrą formę w bramce zaprezentował Grzegorz Kasprzik.

Gospodarze powinni wyjść na prowadzenie już w 2. minucie spotkania, ale strzał głową Aleksandra z najmniejszej odległości instynktownie wybronił Kelemen. O wiele bardziej skuteczny był pięć minut później Gikiewicz, który po znakomitym podaniu od Mili znalazł się sam przed bramkarzem Floty. Napastnik Śląska ładnym strzałem pokonał Kasprzika i dał swojej drużynie prowadzenie. W tym momencie szanse „Wyspiarzy” na awans znacznie zmalały. W 12. minucie prowadzenie mógł podwyższyć Ćwielong, jednak tym razem golkiper Floty nie dał się zaskoczyć. Goście spisywali się bardzo dobrze, co przekładało się na sytuacje bramkowe.
W 18. minucie Mila powinien trafić na 2:0, ale jego strzał wyśmienicie sparował na słupek Kasprzik. Flota nie była w stanie sforsować szyków obronnych Śląska, a wrocławianie sunęli z kolejnymi atakami. Swoje panowanie na boisku w Świnoujściu mistrz Polski udowodnił w 35. minucie. Mila podaniem uruchomił Ćwielonga na lewym skrzydle, „Pepe” z końcowej linii odegrał do Soboty, który soczystym strzałem z lewej nogi dał Śląskowi dwubramkowe prowadzenie. Zwycięzca tego półfinału był już praktycznie znany.

W drugiej połowie trener Nowak zdecydował się na nieco ofensywniejsze ustawienie. Na placu gry pojawili się Bodziony i Nwaogu, którzy mieli odmienić grę I-ligowca. Nic takiego się jednak nie stało. Przeważali goście i to oni mogli strzelić trzeciego gola. W 54. minucie piłka wylądowała pod nogami Soboty, a ten znajdował się na dziewiątym metrze przed bramką i mógł się zapytać Kasprzika, w który róg ma strzelać. Zrobił jednak coś innego. Skrzydłowy Śląska uderzył w sam środek, a bramkarz Floty nie miał problemu z odbiciem piłki. Gospodarze mogli odpowiedzieć moment później, ale Aleksander był dziś bardzo nieskuteczny.
Miejscowi walczyli o strzelenie przynajmniej honorowej bramki, żeby godnie pożegnać się z rozgrywkami o Puchar Polski. Podopieczni trenera Levy’ego cofnęli się na własną połowę, dając flociarzom nieco więcej luzu w rozegraniu piłki. Śląsk natomiast grał z kontry. Jedna z właśnie takich akcji powinna się skończyć golem. Na 15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry Sobota znalazł się sam na sam z Kasprzikiem – górą okazał się bramkarz I-ligowej drużyny. Moment po tej sytuacji na listę strzelców mógł się wpisać Mila, a zaraz po nim Ćwielong, ale ponownie w kluczowym momencie zabrakło koncentracji.











