Piłkarze Śląska Wrocław ponieśli sromotną porażkę z Sevillą 1:4. Po dobrej pierwszej części spotkania wydawało się, że istnieją szanse na ogranie hiszpańskiej drużyny. Jednak w drugiej połowie boiskowa rzeczywistość okazała się bardzo brutalna.
Zawodnicy Śląska Wrocław jechali do Andaluzji z nadzieją, że uda się osiągnąć korzystny rezultat. Jednak zdawali sobie oni sprawę, że Sevilla jest silnym zespołem i nie będzie łatwo ograć zespół z Hiszpanii. Mało kto dawał realne szanse Śląskowi na osiągnięcie celu.

W pierwszych fragmentach meczu Sevilla próbowała zaskoczyć drużynę Śląska. W 3. minucie klub z Primera Division mógł objąć prowadzenie. Ivan Rakitić zagrał prostopadłą piłkę w pole karne do Kevina Gameiro, który znalazł się sam na sam z Łukaszem Gikiewiczem. Bramkarz Śląska zażegnał niebezpieczeństwo, broniąc strzał. Później podopieczni Stanislava Levy’ego próbowali kilkukrotnie zagrozić bramce drużyny z Andaluzji, jednak Beto zachowywał czyste konto. W 15. minucie trzeci zespół poprzedniego sezonu T-Mobile Ekstraklasy wyszedł na prowadzenie. Waldemar Sobota bardzo ładnie dośrodkowywał futbolówkę w „szesnastkę”, gdzie był dobrze ustawiony Marco Paixao, który z kilku metrów wpakował piłkę do bramki i dał zespołowi Śląska prowadzenie. Po zdobyciu upragnionego gola wrocławski zespół nie chciał stracić bramki i pragnął utrzymać korzystny wynik lub go poprawić.
Sevilla nie zamierzała pozwolić na to, aby mistrzowie Polski z 2012 roku byli długo na prowadzeniu. Piłkarze dowodzeni przez Unaia Emery’ego mieli kilka świetnych sytuacji, aby doprowadzić do wyrównania. Jednak albo kapitalnie spisywał się w bramce Gikiewicz, albo w pewnych sytuacjach do wrocławian uśmiechało się szczęście. W 30. minucie Śląsk mógł zdobyć drugiego gola. Sebino Plaku miał przed sobą tylko bramkarza, lecz ten odbił strzał Albańczyka. Sytuację próbował ratować strzelec pierwszego gola, Marco Paixao, ale jego dobitka nie przyniosła zamierzonych rezultatów. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i przekonali się o tym gracze polskiej ekipy. W 36. minucie Ivan Rakitić z rzutu wolnego umieścił futbolówkę w bramce. Chwilę później Śląsk mógł ponownie wyjść na prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Sebastiana Mili z kilku metrów głową chybił Sebino Plaku. Do przerwy na tablicy świetlnej widniał wynik remisowy.
Po zmianie stron piłkarze Śląska chcieli pokazać, że solidna postawa w pierwszej części gry nie była dziełem przypadku. Od pierwszych minut drugiej części gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce. Jednak to polski zespół stworzył pierwszą sytuację. Sebastian Mila w tempo zagrał futbolówkę do niepilnowanego Waldemara Soboty, który oddał strzał, ale Beto popisał się świetną paradą. W 55. minucie Dudu za faul na Jairo Samperio obejrzał czerwoną kartkę i opuścił plac gry. Kłopoty Śląska trwały nadal. W 66. minucie Marco Marin wbiegł z piłką w pole karne i oddał strzał, którego nie był w stanie wybronić Rafał Gikiewicz.











