Polacy to naród, który, podobno, narzekanie ma w naturze. Miesiąc temu było za zimno, teraz jest zdecydowanie za gorąco. Narzekaliśmy na Unię Europejską, ostatnie wydarzenia z nią związane skierowały gniew w stronę Wielkiej Brytanii, która ją opuściła. Pora uaktywnić w sobie gen marudzenia i wypunktować Francuzów. Mesdames, Messieurs – Wasze Euro zawodzi na całej linii. Pamiętacie mistrzostwa naszego kontynentu z czasów dzieciństwa? Odliczanie tygodni, godzin, dni? Oczekiwanie na mecz otwarcia, który miał być początkiem wielkich emocji już od pierwszego dnia. Anglia – Niemcy, Holandia – Francja (Euro 2000), Anglia – Francja, Portugalia – Hiszpania, Holandia – Niemcy (Euro 2004) czy choćby Włochy – Francja (Euro 2008). To były starcia już w fazie grupowej. W dniu pisania tego tekstu zaczynamy fazę pucharową mistrzostw Europy 2016 i mamy nieodparte wrażenie, że czegoś z tamtych lat nam brakuje. Oto główne grzechy francuskiego czempionatu.
Zero ryzyka i mecze dla koneserów
Rozszerzenie rozgrywek od samego początku wzbudzało wątpliwości u fanów. Skoro z szesnastu drużyn zrobiło się 24, wiadomo było, że musi wpłynąć to na poziom, a także na atrakcyjność medialną spotkań. Z całym szacunkiem dla świetnych Węgrów czy Islandczyków, ale ich starcie nie grzało całej Europy. Meczów, na które czekano z wypiekami na twarzy, było niewiele: Belgia – Włochy, może Chorwacja – Hiszpania.

Grafika: Vizzlo.com
Z grupy wychodzi szesnaście ekip, czyli z czterech grup po trzy, z dwóch – dwie. O wiele bardziej opłaca się nie stracić, niż strzelać. Efekt? Dwa (sic!) mecze spośród 36 w fazie grupowej skończyły się zdobyciem przez obie drużyny więcej niż trzech bramek. Poprzednie turnieje? Polska i Ukraina – pięć spotkań z 24, wcześniej odpowiednio cztery, pięć, sześć. Gdyby nie potwierdzające regułę wspaniałe starcie Węgrów, którzy chcieli dać fanom show, choć wyjścia z grupy byli pewni, i Portugalii, która bezwzględnie musiała walczyć o punkty, nie byłoby ani jednej futbolowej strzelaniny. W większości przypadków sprawa była jasna od początku – żelazna defensywa i minimalizm w ataku. Nie tego oczekuje się od piłkarskiego święta.
Emocje jak na teście z matmy
To zarzut odnośnie ostatniej kolejki fazy grupowej. O wiele częściej emocjonowaliśmy się trzymaniem w ręku kalkulatora i zastanawianiem, kto z trzecich miejsc okaże się ostatnią sierotą i nie awansuje do 1/8 finału. Ostatecznie Albania i Turcja musiały przełknąć tę gorzką pigułkę – Portugalia nie musiała wygrać nic, Irlandia Północna mogła przerżnąć dwa razy. Wariant z szesnastoma zespołami i ośmioma w kolejnej fazie wyglądał jednak o wiele lepiej.
Wielkie hity w fazie pucharowej
Walia – Irlandia Północna, Anglia – Islandia, Węgry – Belgia. O ile te dwa ostatnie byłyby hitami… eliminacji do Euro, o tyle ten pierwszy przeszedłby niezauważony wszędzie poza Wyspami Brytyjskimi. Nie jest wykluczone, że jednym z ćwierćfinałów będzie mecz Węgrów z Irlandią Północną. Dla osób, które na co dzień nie śledzą uważnie piłki, a także dla całej masy ludzi okołopiłkarskiego biznesu to prawdziwy dramat. Wyobrażacie sobie reklamę Polsatu, który usiłuje klientowi wcisnąć pakiet na Euro i reklamuje go sloganem: „Już za sto złotych możesz obejrzeć w swoim telewizorze szlagier Irlandia Północna – Walia!”? No średnio…











