Pięć lat temu na szczyt ligowych rozgrywek w Anglii wspięła się pewna ekipa, która po dziś dzień poczyna sobie w ścisłej elicie co najwyżej nieźle. I właściwie to… tymi słowami można by spuentować jej dotychczasowe dokonania. Bo są nimi mniej lub bardziej burzliwe sezony w środku ligowej stawki, a także towarzyszący im apetyt na coś więcej. Sęk w tym, że tych marzeń o podbojach jeszcze nigdy nie udało się urzeczywistnić. To co, może tym razem, drogie Bournemouth?
Wiśnia pospolita to roślina należąca do rodziny różowatych. Swą popularność zawdzięcza smacznym owocom, które nadają się do bezpośredniego spożycia oraz na przetwory. Można z nich robić dżemy, konfitury, soki, galaretki, wina i nalewki. Ponadto, kwitnące na wiosnę drzewa wiśni prezentują się niezwykle malowniczo. Skąd tutaj ten cytat? Otóż on idealnie oddaje to, co mogą zaoferować piłkarskie odpowiedniki wiśni. Dobry smak, zachęcający wygląd i potencjał na nietuzinkowość. Tylko że… ostatnie zdanie tego fragmentu może niepokoić, bo „Wisienki” przestały kwitnąć na wiosnę.
„The Cherries” na przestrzeni trzech ostatnich sezonów zaliczały spadek za spadkiem pod kątem końcowej pozycji w tabeli. Po trudnej kampanii w roli beniaminka (16. lokata) ekipie Eddiego Howe’a udało się osiągnąć najpierw pozycję nr 9, później pozycję nr 12, a następnie pozycję nr 14. Punkty? Kolejno 42, 46, 44, 45. Można by powiedzieć –stabilnie, jednak w obliczu tego, jak zmieniają się ligowe standardy oraz konkurencja ze strony przeciwników, trudno o zaspokojenie kibiców Bournemouth słowem „stabilizacja”. Klub powinien zrobić krok naprzód, by uniknąć „zakolegowania się” z Newcastle.
Trzy rzeczy, których spodziewamy się po AFC Bournemouth w nadchodzącym sezonie:
1. Przełamanie bariery i wejście do najlepszej dziesiątki
Tego czynu już raz ekipa czerwono-czarnych dokonała. Podstawowym warunkiem do powtórzenia świetnego wyniku będzie zdobycie minimum 50 (52 oczka miał dziesiąty West Ham) punktów, co przy potencjale kadrowym Bournemouth raczej nie powinno być problemem. Oczywiście, fani Premier League doskonale pamiętają drugą połowę poprzedniego sezonu, kiedy „The Cherries” prezentowały się katastrofalnie w delegacjach (dziesięć spotkań – siedem porażek + ogółem najwięcej straconych bramek na wyjeździe obok Huddersfield i Fulham), jednak pamiętajmy: to nie jest ich optymalny pułap.
2. Do zwycięstw poprowadzą te same postacie
Nie ma się co łudzić – największa odpowiedzialność za wyniki zespołu nie zmieni swoich właścicieli. Zatem będzie ona niezmiennie spoczywać na barkach Calluma Wilsona, Ryana Frasera i Joshuy Kinga, czyli na piłkarzach, którzy wspólnie zanotowali w poprzedniej kampanii aż 37 bramek i 26 asyst. Deadly trio? A jakże i to jak!
3. Transfery wypalą, ale tylko połowicznie
Nie może być zbyt kolorowo. I nawet mimo faktu, że na papierze wzmocnienia Bournemouth wyglądają bardzo przyzwoicie, kibice „Wisienek” nie powinni stawiać wobec nich wygórowanych oczekiwań. Premier League dała nam do tej pory przynajmniej setki przykładów na to, że próg wejścia do najlepszej ligi na świecie to nie lada wyzwanie. I o ile o Philipie Billingu można powiedzieć, że ma to już za sobą, o tyle zdystansowany entuzjazm zaleca się choćby przy transferze Arnauta Danjuma. Na przestrogę warto przypomnieć sobie o Alirezie Jakanbakhshu (król strzelców Eredivisie w Brighton).












