Wisłę Kraków w ciągu ostatnich kilku lat mniej więcej kilkadziesiąt razy grzebano do trumny. Porównywano ją m.in. do zombie, gdy po holenderskim tornado klubowa kadra przypominała pobojowisko pełne trupów. Nazywano ją również wielkim domem strachu, do którego bałaby się wejść nawet ferajna Scooby-Doo, obawiając się setek trupów wypadających z szafy. Mówiono już setki razy, że klub stoi nad przepaścią i lada chwila czeka go zguba (co zresztą mogło mieć miejsce rok temu). W tym samym okresie oprócz tych opinii były jeszcze inne, głoszone przez drugą stronę stadionu (nie ma tu przenośni). Tam z kolei kilka razy pojawiły się pogłoski o reaktywacji klubu i odbudowie potęgi. Pojawiały się pogłoski o tajemniczych sponsorach, zakupach i mocarstwowych planach. Dziś klub znajduje się w nowym położeniu, to prawda. Dokąd mu zaś bliżej?
Odpowiedź leży mimo wszystko pośrodku. Bo mówiąc o Wiśle, trudno nie oddać trochę racji zarówno największym pesymistom, jak i optymistom. Najlepiej to zestawić w formie walki na argumenty.
Faktem jest, że w Krakowie dalej pieniądze stanowią duży problem. Według ostatnich informacji klub zalega z pensjami za ostatnie trzy miesiące. Punkt dla krytyków.
Z drugiej strony nie da się ukryć, że obecny zarząd robi wszystko, by polepszyć obecną sytuacją. Kto dokładnie śledzi oficjalną stronę klubową, ten widzi kolejne wiadomości o pozyskanych inwestorach. Ostatnie lata Bogusława Cupiała charakteryzował w tej materii kompletny marazm. Punkt dla optymistów.
Wartość sportowa klubu maleje konsekwentnie z roku na roku. Jeszcze nie tak dawno klub był oknem wystawowym, wszyscy z zainteresowaniem spoglądali na naszych zawodników. Punkt dla krytyków.
Jasne, w perspektywie całego XXI wieku degradacja sportowa nie podlega dyskusji. Jednak pod względem ostatnich lat wcale nie możemy mówić o kompletnej degradacji. To prawda, Wisła nie inwestuje gigantycznych pieniędzy, ale prowadzi mądrą politykę. Dokładnie ocenia każdego piłkarza i nie ryzykuje. Efekty takiej polityki można łatwo znaleźć. Przecież tacy zawodnicy, jak: Jović, Guzmics i Mączyński nie kosztowali klub dużo pieniędzy, a udało się ich sprzedać. Kolejna sprawa to kadra zespołu. W porównaniu z czasaminp. trenera Smudy jest ona z pewnością bogatsza. Pamiętacie, jak jeszcze nie tak dawno klub nie miał kogo dać na ławkę? Punkt dla optymistów.
W Wiśle były wyniki, minimum Europa. Tymczasem dziś mija już szósty rok od ostatniej przygody w pucharach. Punkt dla krytyków.
To prawda, ale z drugiej strony już tyle razy wieszczono klubowi spadek, tymczasem on wciąż utrzymuje się w stawce. Wielokrotnie chwali się Wisłę za styl, atrakcyjną dla oka grę. Nie zapominajmy również o potencjale marketingowym. Punkt dla optymistów.
Sami widzimy, że trudno wydać jednoznaczną ocenę. Wszystko tak naprawdę zależy od naszych proporcji, jakie sobie ustalimy.
Przygotowania do sezonu
Ze sparingami Wisły Kraków w ostatnich latach jest mniej więcej tak samo jak z podejściem Franciszka Smudy do rankingu FIFA. Delikatnie mówiąc, niespecjalnie do nich przykłada się wagę. Przynajmniej oficjalnie. Biorąc pod uwagę ostatni okres przygotowawczy, trudno się dziwić takiej argumentacji. Nie dość, że klub nie rywalizował w meczach towarzyskich z rywalami o podobnym potencjale lub wyższym (głównie przeciwnicy z I ligi), to jeszcze prezentował się na ich tle bardzo słabo. Symbolem zaś stała się sromotna porażka w próbie generalnej przeciwko Zagłębiu Sosnowiec. Reasumując, lepiej, żeby faktycznie to były TYLKO gierki treningowe.











