Parafrazując słynną sentencję z Biblii: niech pierwszy napisze komentarz ten madridista, który w ostatnich dniach chociaż raz nie przeklął na Cristiano Ronaldo. Sam należę do tego grona, mimo że przez lata byłem jego dzielnym obrońcą i zaciekle walczyłem z tezą o wyższości Messiego nad Portugalczykiem. W tym sezonie zaczyna już jednak brakować argumentów, a Cris niestety nie pomaga. Jest ociężały, przechodzi obok spotkań, gra na alibi, a jego próby dryblingu powodują już raczej ironiczny uśmiech u przeciwników. Ale już w niedzielę Ronaldo stanie przed szansą udowodnienia, że nie należy go jeszcze skreślać, a przeciwnik w tym wypadku wydaje się idealny.
Ronaldo jest stworzony do wielkich meczów. Koniec i kropka. Przez lata starano się udowodnić, że Portugalczyk spala się psychicznie w najważniejszych spotkaniach, nie wytrzymuje presji, podwajania krycia, gwizdów kibiców i innych zmiennych, które podobno (?) na niego wpływały. Mimo to krok po kroku przekonywał do siebie niedowiarków, strzelając seriami Barcelonie i Atletico (15 bramek), a także ustanawiając kolejne rekordy w Lidze Mistrzów (17 bramek w sezonie 2013/2014). Głosy ucichły, zastąpione przez wyrazy podziwu, a samego Portugalczyka można było z pełną odpowiedzialnością określić jako piłkarza kompletnego.

Nie ulega wątpliwości, że spotkanie z Sevillą będzie kolejnym z wielkich starć, w których przyjdzie mu zagrać. Większego sensu nie ma przedstawianie zasług obu klubów dla hiszpańskiej i europejskiej piłki, ich wyników z ostatnich lat, a także indywidualności, które występują po obu stronach. Real będzie grał o utrzymanie passy i zaliczenie kolejnego trudnego terenu bez strat w ludziach punktowych, a Sevilla o ustabilizowanie formy, która w ostatnim czasie przypomina bardziej rozdwojenie jaźni.
Ronaldo ma więc okazję ku temu, żeby się odbudować. A rzeczywiście, jest z czego się podnosić i czym się martwić. Portugalczyk w tym sezonie, mimo ośmiu strzelonych bramek w La Liga, daje drużynie o wiele mniej niż w poprzednich sezonach. Oczywiście, taki wynik strzelecki byłby w kontekście innych napastników traktowany jako wybitny, ale mówimy tutaj przecież o jednym z dwóch „kosmitów” i człowieku, którego niektórzy posądzali o bycie nawet „nadpiłkarzem”. W tym sezonie wykręca on jednak liczby na poziomie zwykłego śmiertelnika i tę niewygodną dla całego madridismo tezę potwierdzają niestety statystyki.
Na pierwszy rzut oka najbardziej denerwującą manierą u Ronaldo są jego bezsensowne uderzenia z dystansu. Oczywiście ktoś powie: „nic nowego, zawsze dużo strzelał”. W tym sezonie jego uderzenia są jednak o wiele bardziej irytujące niż w poprzednich latach. Spójrzcie przykładowo na poniższą statystykę celnych uderzeń.













