Po naprawdę dobrej grze w meczu przeciwko Club Brugge kibice Śląska mocno wierzyli w awans swojej drużyny do fazy grupowej Ligi Europy. Wiara ta zdecydowania osłabła po losowaniu IV rundy kwalifikacji. Jednak mimo wszystko klub z Dolnego Śląska nie pozostaje bez szans.

Temperatura w stolicy Andaluzji wynosiła dziś około 40 stopni. Podobną mogą osiągnąć jutrzejsze wydarzenia na boisku, ale jest jeden warunek, żeby myśleć o korzystnym rezultacie, piłkarze Stanislava Levy’ego muszą zagrać jeszcze lepiej niż w wyjazdowym spotkaniu z Brugią. Czeski szkoleniowiec przyznał, że jest to poziom, który dla Śląska może okazać się nieosiągalny. Na konferencji prasowej trener wrocławian powiedział wprost, że wylosowanie Hiszpanów było najgorszym, co mogło spotkać trzeci zespół ostatniego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Powody są oczywiste – poziom sportowy rywala i… pogoda właśnie. Gdzie zatem można w ogóle upatrywać szans dla naszego jedynaka w eliminacjach LE?
Po 1. kolejce Primera Division sportowe media nad Wisłą jak jeden mąż wykrzykiwały zdanie, że klub z Sewilli ma słabo zgraną obronę, którą szybko wymieniający podania pomocnicy Śląska są w stanie wyprowadzić w pole. Zapomina się przy tym niestety o fakcie, że porażkę 1:3 jutrzejsi rywale polskiego klubu ponieśli z Atletico Madryt. Zespołem, słynącym z doskonałej gry ofensywnej, mającym w swoim składzie zawodników, których Transfermarkt wycenia nawet na 24 miliony euro (tyle według portalu wart jest Arda Turan, turecki pomocnik „Los Rojiblancos”). Dla porównania cały zespół Śląska wyceniony został na… 9,5 miliona euro. Pieniądze i statystki w piłkę nie grają, ale słuchając trenera wrocławian, trudno pozbyć się wrażenia, że porażka w jutrzejszym meczu jest co najmniej wkalkulowana.

Gdybym dwa miesiące temu usłyszał, że Śląsk ma się zmierzyć z Sevillą, byłbym właśnie takiego zdania. Jednak w poprzednich rundach eliminacji Ligi Europy „Wojskowi” udowodnili, że w piłkę grać potrafią. W życiowej formie jest Waldemar Sobota, pewnym punktem zespołu jest Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila dobrze radzi sobie jako mózg zespołu, a w napadzie w końcu znajdują się zawodnicy, którzy potrafią strzelać bramki. Słaby początek sezonu ligowego w wykonaniu mistrza Anno Domini 2012 tłumaczony jest właśnie skupieniem się na rozgrywkach europejskich. Nie mogę zatem pozbyć się wrażenia, że zawodnicy w zielonych koszulkach będą próbowali sprawić jutro niespodziankę. Szczególnie że w Hiszpanii wyniki losowania przyjęto bez szczególnych emocji, ogranie Śląska traktując jako formalność. Jeżeli piłkarze Unaia Emery’ego będą chcieli jutrzejszy mecz wygrać na stojąco, mogą się srodze zawieść. Może okazać się, że kilka szybkich, udanych akcji (a na takie wrocławian zwyczajnie stać) nałoży na gospodarzy spotkania presję, a gdzie presja, tam i błędy. Cała zabawa polega na tym, by piłkarze Levy’ego dali zawodnikom z Andaluzji szansę na ich popełnienie.











