Piłka nożna to nie tylko Hiszpania, Holandia czy Niemcy. To również Nepal, Portoryko czy Tahiti. Reprezentacje, które nie liczą się na arenie międzynarodowej, to również wielka kopalnia talentów. Jacek Stefanowski (na zdjęciu – w środku), polski selekcjoner Nepalu, powiedział nam, na kogo warto zwrócić uwagę w najbliższych latach. Opowiedział nam też o swojej trenerskiej karierze.
Naszą rozmowę chciałbym rozpocząć od pytania o Pańską narodowość. W internecie możemy przeczytać różne informacje na ten temat – jest Pan Polakiem czy Amerykaninem?
Jestem pół Polakiem, pół Amerykaninem. Urodziłem się w Nowym Yorku. Tutaj, w USA, rodzice od małego wychowywali mnie z polską tradycją, z narodowymi zasadami, których było pełno w naszym domu. Kiedy byłem trochę młodszy niż teraz, to spędzałem nad Wisłą bardzo dużo mojego czasu.
Dlaczego zdecydował się Pan na rozpoczęcie kariery selekcjonera?
To było moje życiowe marzenie! Kiedy zacząłem o tym myśleć poważniej, miałem 18 lat i chciałem prowadzić drużyny na jak najwyższym poziomie, czy to kluby czy reprezentacje. Coaching to moja wielka pasja i coś, co sprawia, że w życiu jestem jeszcze bardziej szczęśliwy. Zachęcam ludzi do tego, by spełniali swoje marzenia i robili coś w tym kierunku tak szybko, jak tylko mogą zacząć.
Przez kilka miesięcy był Pan trenerem Portoryko. Przygoda z tą reprezentacją skończyła się bardzo szybko. Jaki był tego powód?
Właściwie spędziłem tam aż pięć lat. W tym czasie większość czasu przepracowałem w klubie z najwyższej ligi tego kraju, Puerto Rico Islanders FC. Od czasu do czasu walczy o trofeum Ligi Mistrzów, oczywiście strefy CONCACAF. Poza tym przez kilka miesięcy pracowałem jeszcze z reprezentacją. Po latach życia na tej pięknej wyspie nadszedł czas na nowe wyzwania i zebranie kolejnych doświadczeń.
Nie myślał Pan o próbie kontynuowania swojej kariery w jakimś klubie? Może w Polsce?
Mam sporą wiedzę na temat futbolu i trenowania w Polsce, jednak do dzisiaj nie odebrałem żadnej oferty z naszego kraju. Jeśli tylko w odpowiednim momencie pojawi się taka propozycja, to z pewnością rozpatrzę to z przyjemnością. Przyjmę niemal każde wyzwanie. Praca nad Wisłą, w jednej z najlepszych piłkarskich części świata, będzie przyjemnością.
W jakich okolicznościach przyszła oferta z Nepalu?
To było chwilę po tym, jak skończyłem pracę w Portoryko. Wtedy przyszła wiadomość z Nepalu.
Myślał Pan na początku, że to może jakiś żart?
Od początku brałem to na poważnie, nie myślałem nawet o żartach. Byłem podekscytowany możliwością pracy w takich warunkach w tej części świata.
Nepal to tereny głównie górzyste – warunki do gry w piłkę nożną są trudne?
Himalaje są piękne i otaczają nas z każdej strony. Między nimi jest wiele boisk do futbolu. Mimo egzotyczności kraju w Nepalu jest bardzo długa piłkarska tradycja. Pasja ludzi do piłki nożnej jest tak duża, że zawsze znajdzie się jakakolwiek możliwość pokopania futbolówki. Nad murawami na obiektach sportowych spędzają bardzo dużo czasu głównie po to, by potem mogli na nim zagrać. Ostatnio buduje się tu też coraz więcej boisk do futsalu.











