Luiz Felipe Scolari miał być godnym następcą José Mourinho. Nie minęło jednak pół sezonu, a nad Brazylijczykiem już zbierają się ciemne chmury. W styczniu ma stracić pracę.
Jeszcze przed przyjściem na Stamford Bridge Scolari cieszył się poparciem ludzi związanych z Chelsea. Oto bowiem w miejsce burkliwego Avrama Granta przybywa charakterny Big Phil. Działacze, piłkarze, kibice i dziennikarze tęsknili za tak wyrazistą osobistością. Dodatkowo trenerski dorobek Scolariego pozwalał jasno patrzeć w przyszłość.
Chelsea utrzymuje się w czubie tabeli Premier Ligue, zagra także w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Jednak angielska prasa donosi, że Scolari stracił poparcie i zaufanie części piłkarzy. Ich zdaniem Big Phil nie jest tym, który powiększy klubową gablotę z trofeami. Przykład rzeczonego Mourinho pokazuje, iż z głosem szatni mocno liczą się włodarze klubu.
Następcą Scolariego ma być wciąż mający ważny z Interem kontrakt Roberto Mancini. Po jego niefortunnych wypowiedziach, porywczy Massimo Moratti szkoleniowca zawiesił, a w jego miejsce sprowadził na San Siro… José Mourinho. Teoretycznie więc niepracujący Mancini wciąż jest z włoskim gigantem związany i jego zatrudnienie w Anglii może być nieco utrudnione. Jak wiadomo, nawet bajecznie bogaty Roman Abramowicz w obliczu kryzysu gospodarczego zaciska pasa.
Wszystko wskazuje jednak na to, że do zmiany sternika na Stamford Bridge dojdzie w ciągu kliku następnych tygodni.










