Po czterech latach piłkarskiego zesłania Sporting Club Bastia wraca do świata profesjonalnej piłki. Klub ma już zapewniony awans do Ligue 2, w której zobaczymy go już od przyszłego sezonu. Trzeci awans z rzędu po degrengoladzie z 2017 roku jest nie lada wyczynem!
Na początku przypomnieć trzeba rok 2017 – katastrofalny czas, bo SC Bastia ogłosiła upadłość i wszystko zaczęło się od nowa… na piątym poziomie rozgrywkowym. W obliczu ogromnych kłopotów finansowych i zawieszenia płatności (sierpień 2017) SCB została we wrześniu postawiona w stan likwidacji przez sąd gospodarczy. Na koniec sezonu 2016–2017 korsykański klub zadłużył się w wysokości 21 mln euro, a aby go ratować, przybyli przedsiębiorcy z Bastii, Claude Ferrandi i Pierre-Noël Luiggi. Dodatkowo powstał społeczny ruch sympatyków, przekształcił się w socios (są obecni w zarządzie) i całe towarzystwo składało organizację od nowa. Udało się i można świętować!
Jak ważny to klub dla regionu i ludzi, niech świadczy fakt, że w lutym ubiegłego roku na bardzo ważny mecz do mocno oddalonego Sedan udało się aż 1000 fanów zespołu, a była to tylko National 2 (czwarty poziom). Innego razu, tuż przed wybuchem pandemii, na stadionie stawiło się 6000 kibiców, by podziwiać swoich pupili w spotkaniu z Boulogne-sur-Mer. Brakowało wielkiej piłki, dużych emocji i poklasku, który właśnie wraca.
– Powrót do świata zawodowego to nie koniec, to był jeden z głównych celów. Nie jesteśmy tutaj, aby się chwalić. To nie jest ostateczny cel. Przed nami dużo pracy. Ostatecznym celem jest przywrócenie dawnej świetności – zapewnia po awansie prezydent Claude Ferrandi.
Trzeci awans z rzędu
Po początkowych i mniejszych problemach w National 3 w klubie wyprostowano wszystkie sprawy, poukładano drużynę i zaczął się marsz w górę. Wszyscy pracownicy są tego samego zdania: ojcem sukcesu jest stabilny i spokojny klimat, jaki się wytworzył, tak że można się było skupić wyłącznie na realizacji celów – a tymi naturalnie były awanse. Od 2019 roku trenerem drużyny jest Mathieu Chabert i wyśmienita postawa SCB to głownie jego zasługa. Zbudował ekipę, która z łatwością pokonywała kolejne szczeble piłkarskiej drabiny, pod jego wodzą zdobywając średnio 2,12 punktu na mecz. Sporo. Co więcej? W całym okresie pracy szkoleniowca klub zanotował tylko pięć porażek, przy tym jego średni bilans bramkowy wyglądał następująco: 1,67 bramki strzelonej – 0,76 traconej/na spotkanie.











