Brazylijski Santos pokonał Kashiwę Reysol 3:1 i awansował do finału klubowych mistrzostw świata, gdzie czekać będzie na Al-Sadd lub Barcelonę. Bramki dla Santosu zdobywali Neymar, Borges i Danilo. Honorowe trafienie dla gospodarzy zaliczył Sakai.
Od samego początku bardzo aktywny był ten, na którego zwrócone były oczy wszystkich kibiców, czyli Neymar. Brazylijczyk dużo biegał i wdawał się w dryblingi, ale w 5. minucie nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji na strzelenie gola. Zdobywcy Copa Libertadores wrzucili piłkę w pole karne Kashiwy, gdzie skiksował Kondo, dopadł do niej Neymar i czubkiem buta kopnął w stronę bramki, ale ostatecznie futbolówka wylądowała na słupku. 19-latek biegł jeszcze do dobitki, ale szybszy od niego był bramkarz Reysol. W całej sytuacji można dopatrywać się kontrowersji, bo Kondo, próbując wybijać piłkę, kopnął ją we własną rękę. Sędzia jednak puścił grę, czego nie wykorzystał Neymar.

Dopiero po kolejnych dziesięciu minutach znowu zrobiło się w Japonii gorąco. Ganso świetnie uwolnił się spod opieki dwójki graczy Kashiwy, ruszył ze środka z szybką akcją, jednak zbyt długo zwlekał z oddaniem piłki do partnera i został skasowany przez Sakaiego. W odpowiedzi ruszyli rywale, którzy próbowali zaskoczyć Rafaela Cabrala strzałem z dystansu, ale brazylijski golkiper nie miał problemu z wyłapaniem próby Leandro Doimnguesa. Santos zaś w każdej kolejnej akcji pokazywał, jak niesamowicie uzdolnionych technicznie piłkarzy posiada w swoim składzie. Poszczególni zawodnicy co chwila popisywali się pięknymi zwodami i dryblingami. Problem polegał na tym, że dobrze zorganizowany przeciwnik przeważnie przerywał akcję na 40. metrze od swojej bramki.
W 19. minucie Neymar popisał się właśnie akcją z serii tych genialnych. Na 25. metrze znakomicie ograł defensora Kashiwy, przekładając sobie piłkę na lewą nogę, i cudownie uderzył w długi róg bramki Sugeno, strzelając pierwszego gola. Pięć minut później Santos oddał kolejny strzał na bramkę i zdobył drugiego gola. Borges otrzymał podanie przed linią „szesnastki”, mając na plecach rywala, pobiegł wzdłuż niej i oddał fantastyczny strzał na bramkę Sugeno. Jeden gol piękniejszy od drugiego.
Santos zadowolił się dwubramkowym prowadzeniem i oddał pole rywalowi, który nie był jednak w stanie sforsować defensywy „Peixe”. Japończycy co rusz próbowali dośrodkowywać piłkę w pole karne Cabrala, ale z wrzutkami nie mieli problemów defensorzy Santosu. Nawet jeśli Kashiwa dochodziła do sytuacji strzeleckiej, to uderzenie było natychmiast blokowane. Dopiero rzut wolny w 42. minucie przyniósł ze sobą zagrożenie dla Cabrala. Strzał Leandro Dominguesa odbił się od muru, jednak dobitka zmusiła już bramkarza Santosu do sparowania piłki do boku. Brazylijczycy nie przejmowali się jednak tymi próbami i ewidentnie chcieli dotrwać z dwubramkowym prowadzeniem do przerwy. Ta sztuka ostatecznie im się udała.











