Lewa obrona. Kłopoty z tą pozycją mają selekcjonerzy naszej kadry od lat. Ostatnim solidnym był chyba Tomasz Rząsa. Polscy kibice, oglądając mecze, drżą, gdy rywale przeprowadzają akcje prawą flanką. Wręcz wiadomo, że to sprawia ogromne kłopoty. Po przeciwnej stronie zawsze jakoś sobie radziliśmy, ale w 38-milionowym kraju brakuje gościa, który mógłby załatać tę dziurę.
Nikt nie oczekuje graczy takich jak David Alaba czy Jordi Alba. Naprawdę jesteśmy już tak znieczuleni, że po tamtej stronie nie oczekujemy kogoś, kto wpłynie na postawę drużyny czy pociągnie ją do przodu lub będzie gwiazdą. Wystarczy zwykły solidny kopacz, który nie zatraci starań kolegów.
A próbowanych w ostatnim czasie było od groma. Wawrzyniak to stały, wręcz etatowy lewy obrońca, choć krytykowany i wyśmiewany przez wszystkich. Nigdy nie rozegrał jakiegoś wybitnego spotkania, a cały czas to jakaś opcja. Jego błędy przeszły już do historii. Nie jest asem ani w ofensywie, ani defensywie, więc trudno w jakiś sposób go ocenić. Dodatkowo pamiętamy też mecz w Gdańsku z Niemcami, gdy mieliśmy już historyczne zwycięstwo w rękach. Wtedy do akcji wkroczył były zawodnik Legii i w kluczowym momencie poślizgnął się, a nasi zachodni sąsiedzi doprowadzili do remisu.
Do kadry miał wrócić też Sebastian Boenisch. Ostatecznie jednak do tego nie dojdzie, bo doznał kontuzji i nie jest w stanie zagrać. Szczerze mówiąc, to szkoda. Gra w dobrym niemieckim klubie i ciągle występuje w pierwszym składzie, w każdych rozgrywkach. Jedno trzeba zaznaczyć – popełnia masę błędów. Nie jest zbyt świetnym destruktorem, nie da się jednak ukryć, że jego potencjał ofensywny stoi na niezłym poziomie. I to zdecydowanie przemawia na jego plus. W Warszawie jednak nie zagra, więc nie ma o czym mówić.
Zaskakuje brak w zespole Tomasza Brzyskiego. W ostatnim czasie bardzo często występował na tej newralgicznej pozycji. I może szału nie było, ale na pewno nie można stwierdzić, że całkowicie się nie sprawdził. Nie odstawał poziomem od reszty, a dodatkowo jego obecność poprawia zdecydowanie poziom wykonywania stałych fragmentów gry. Dlaczego nie ma go teraz? Warto spytać Adama Nawałkę. Z pewnością przydałby się, chociażby miał skiksować tak jak w meczu z Lechem. Niestety, jak pokazały ostatnie lata, selekcjoner to pan i władca i robi, co chce.
Jest za to Grzegorz Wojtkowiak. Jedno trzeba od razu zaznaczyć. On w odróżnieniu od kilku innych zdecydowanie na to zasłużył. Choć nominalnie występuje na prawej stronie defensywy, pokazywał się również i po przeciwnej flance. Przyznam, że całkiem podobały mi się jego występy. W TSV występuje tam tylko w krytycznej sytuacji. A w naszej kadrze chyba takowa jest! Doświadczony zawodnik był krytykowany za błąd w meczu z Ukrainą. Ale trzeba przyznać, że przez całe tamto starcie nasza lewa strona wyglądała nadzwyczaj pewnie, choć tam nasi wschodni sąsiedzi mieli swoją największą gwiazdę. Niestety przytrafił się jeden błąd, pechowy, i praktycznie przez pseudoznawców został skreślony. Wawrzyniak, Boenisch i cała reszta popełniali mnóstwo pomyłek, a i tak ta była zawsze brana pod uwagę. Wojtkowiak również powinien być dalej kandydatem.










