Liga Europy – szansa na sukces dla słabszych, czy zbędne obciążenie dla silniejszych klubów?


Czy zespoły z silniejszych lig słusznie odpuszczają rozgrywki Ligi Europy?

13 grudnia 2018 Liga Europy – szansa na sukces dla słabszych, czy zbędne obciążenie dla silniejszych klubów?
Forum.bukmacherskie.pl

Mamy 2009 rok. Wówczas w europejskiej piłce dochodzi do istotnej zmiany - Puchar UEFA zostaje przemianowany na Ligę Europy UEFA, a liczba zespołów w fazie grupowej zwiększona aż o 16. Od tego czasu, drugie najbardziej prestiżowe rozgrywki w Europie utożsamiane są z lekceważącym podejściem klubów z silniejszych lig, na czele z angielską Premier League.


Udostępnij na Udostępnij na

Pierwsze koty za płoty

Pierwszy sezon Ligi Europy UEFA, czyli 2009/2010 mógł na to do końca nie wskazywać. Obsada była naprawdę silna, choć oczywiście poprzez powiązaną reformę Platiniego mieliśmy do czynienia z kilkoma niespodziankami. Największą zdawał się być awans łotewskiego FK Ventspils do fazy grupowej. Swoją drogą był to nie lada cios dla polskich klubów – Legia solidarnie z Polonią odpadła w 3 rundzie eliminacji, a najdłużej na placu boju pozostał Lech. Ekipa z Poznania odpadła w play-offach, po karnych z Club Brugge.

Już w samej fazie grupowej zacięcie rywalizowały takie kluby jak Ajax, AS Roma, Galatasaray, Villareal, czy też Benfica. Przyznacie, że naprawdę zacne grono, na którego obecność w Lidze Mistrzów nikt by nie narzekał. Oczywiście część z tych klubów zostało „zdegradowanych” do Ligi Europy poprzez porażkę w fazie play-off Champions League.

Niemniej wszystkie wyżej wymienione zespoły łączy jedno. Awansowały do fazy pucharowej, traktując rywalizację na poważnie i widząc w niej realną szansę na sukces. Dlatego w ćwierćfinałach byliśmy świadkami takich pojedynków jak bratobójcze spotkanie Atletico Madryt (późniejszy triumfator) z Valencią, czy też pojedynek Benfiki z Liverpoolem.

Pamiętny sezon Lecha i pierwsze symptomy

Następny sezon dla polskich kibiców na zawsze naznaczony będzie blamażem Wisły Kraków. „Biała Gwiazda” w III rundzie odpadła z Karabachem Agdam po haniebnej porażce 2:4. Na szczęście na drugim biegunie zjawił się Lech Poznań. Poznaniacy po pokonaniu Dnipro zameldowali się w grupie z Juventusem, Manchesterem City i Red Bullem Salzburg. Część kibiców już wtedy twierdziła, że chociażby Manchester City przejawiał luźniejszy stosunek do spotkań z Polakami. Nie odbierze nam to jednak wspaniałych wspomnień związanych z tamtą przygodą „Kolejorza”. 7-krotny Mistrz Polski udowodnił, że nasze kluby stać na równą walkę z największymi europejskimi potęgami.

Już kiedy spojrzymy na wyniki w fazie play-off, możemy ujrzeć takie ciekawostki, jak zacięta walka PSG z Maccabi Tel Aviv (5:4). Dostrzec można też pierwsze oznaki lekceważenia Ligi Europy przez silniejsze ekipy w fazie eliminacji. Wówczas Aston Villa odpadła po dwumeczu z Rapidem Wiedeń, a Celtic Glasgow nie poradził sobie z Utrechtem.

Im dalej w las, tym co raz wyraźniej widać, że to właśnie angielskie ekipy w największym stopniu zaczęły odpuszczać rywalizację. Już w 1/8 finału z Dynamem Kijów odpadł, budujący swą potęgę, Manchester City, a z Bragą – Liverpool. Szczególnie porażka „The Reds” może zaskakiwać – chyba nikt nie spodziewał się, że przy tak słabej grze, jaką zaprezentowali w Premier League, dostaną się do rozgrywek europejskich, ale skoro już to zrobili, powinni pokazać lepszy poziom. Portugalskiemu rywalowi, który w 1/16 wyeliminował także Lecha, trzeba oddać jedno – swoją przygodę z rozgrywkami zakończył przegranym 0:1 finale z Porto.

Hiszpańsko-portugalskie trendy

Od tamtego sezonu zaczął się klarować pewien trend. Kluby z półwyspu Iberyjskiego zaczęły traktować Ligę Europy UEFA jako poważną szansę awansu do Ligi Mistrzów, a przy okazji oczywiście zastrzyk gotówki. Szczególnie upodobała sobie to Sevilla, która trzy razy pod rząd (2014,2015,2016) wznosiła dawny Puchar UEFA.

Spójrzmy na dowolny sezon w tych rozgrywkach na przestrzeni ostatnich lat. Faktem jest, że zawsze do półfinału docierała co najmniej jedna drużyna z Portugalii lub Hiszpanii. Wyjątkiem okazał się być Manchester United.  Jose Mourinho zmobilizował swoją ekipę do gry na 100%, tym samym dopisując do swoich osiągnięć kolejne trofeum.

Trzeba jednak spojrzeć na to z drugiej, bardziej pragmatycznej strony. Angielskie zespoły otrzymują olbrzymie pieniądze z praw telewizyjnych w rodzimej lidze. Wystarczy wspomnieć, że ostatnie w poprzednim sezonie West Bromwich Albion otrzymało z tego tytułu prawie 5-krotnie więcej niż wyniósłby łączny dochód za wszystkie mecze w Lidze Europy. Oczywiście, zakładając zwycięstwo w tych rozgrywkach.

Na wyobraźnię może działać sam fakt, ze kluby z Premier League w poprzednim sezonie z praw telewizyjnych zarobiły średnio 113 milionów euro. Spadkowicz, West Bromwich, Albion zgarnął kwoty większe niż mistrz Bundesligi, Bayern Monachium! Więcej na ten temat można przeczytać na blogu doskonale zorientowanego w tym temacie Rafała Lebiedzińskiego:

https://futblogger.com/prawa-tv-dlaczego-stoke-zarabia-wiecej-niz-bayern-juve-i-psg/

Angielskie wpadki i polska beznadzieja

Nie ma się zatem co dziwić, że co jakiś czas wychodzą takie „kwiatki”, jak zacięta rywalizacja West Hamu z maltańską Birkirkarą, a następnie odpadnięcie Anglików w walce z rumuńską Astrą Giurgiu. Szkoda tylko, że nasze zespoły, zarabiając 56 razy mniej z praw telewizyjnych niż angielskie kluby, również mają problemy z motywacją na spotkania ze słabszymi drużynami.

Islandzki Stjarnan, litewski Żalgiris, czy też – z najnowszej historii – luksemburskie Dundelange – to z pewnością były kluby do pokonania. Przykra jest myśl, że w kontekście nie tak odległych sukcesów Lecha czy Legii w rozgrywkach Ligi Europy, coraz bardziej musimy liczyć na łut szczęścia, czy też… zlekceważenie przez rywali. Docelowo Liga Europy miała być przecież  „przedsionkiem” rywalizacji w Lidze Mistrzów dla mniejszych klubów.

Tymczasem wygląda na to, że powinniśmy się cieszyć z twitterowych wieści Zbigniewa Bońka, jakoby do 2020 roku miała zostać utworzona Liga Europy nr 2. Zamiast Superligi z najpotężniejszymi klubami w Europie i Ligi Mistrzów jako zaplecza, do którego mogłyby aspirować nasze kluby, coraz bliższa wydaje się być wizja polskich drużyn rywalizujących na ormiańskich, islandzkich czy też litewskich klepiskach.

Komentarze
molnar (gość) - 6 miesięcy temu

Liga europejska jest taktowana po macoszemu przez te silniejsze ligi,bo jest malo atrakcyjna i druzyny wola to odpuscic,by skupic sie tylko na krajowej lidze.Niewiem po co uefa wymysla lige europejska2,skoro juiz teraz nie ma zbytniego zainteresowania tymi rozgrywkami.Co do Polskich klubowek to lenistwo i dobra kasa zarabiana w ekstraklasie, sprawia ze nie angazuja sie w lidze europy na maksa i dlatego tak szybko odpadaja.Ja nie wroze przyszlosci dla drugiej ligi europejskiej.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze