W rozgrywanym dzisiaj niezwykle interesującym sparingu Roma pokonała Liverpool 2:1. Mecz okazał się świetnym widowiskiem, a zadbali o to szczególnie Bradley, Florenzi oraz Adam, którzy zdobywali bramki, a także bardzo aktywni z obu stron Lamela i Shelvey.
Pojedynek pomiędzy Liverpoolem a Romą to kolejny obok meczu PSG – Chelsea wielki hit rozgrywany jak dotąd w Stanach Zjednoczonych. Dla obu ekip ten mecz był kolejnym sparingiem w tym presezonie. „The Reds” swój pierwszy mecz grali w Kanadzie z Toronto, gdzie zremisowali 1:1, a bramkę zdobył młody Adam Morgan. „Giallorossi” zaś w tournee po Stanach podejmowali Zagłębie Lubin, z którym łatwo wygrali 4:0. Obie drużyny miały więc teraz okazję zmierzyć się z klasowym rywalem. W ekipie Romy zbyt wielu absencji nie było, bo tylko De Rossi odpoczywał po Euro, a z urazem zmagał się Stekelenburg. Okazję do sprawdzenia się od początku miał za to Bradley oraz młody Lopez. W drużynie z Liverpoolu brakowało już więcej podstawowych zawodników, choćby samych Anglików powracających z przerwy po Euro. Do „The Reds” dołączył dopiero co również Borini, a Bellamy, Coates i Suarez przebywają na igrzyskach. Tutaj zaś pokazać mogli się 17-letni gracz rezerw Sterling oraz powracający z wypożyczeń Shelvey i Aquilani.
Początek meczu owocował w sporo niedokładności w rozegraniu. Lepiej mimo wszystko radziła sobie Roma, która starała się sforsować obronę Anglików grą na jeden kontakt. Pierwszy strzał odnotować należy jednak po stronie Liverpoolu, choć w sumie trudno go zaliczać, bo był po uderzeniu… ręką. Później już prawidłowo próbowała Roma, ale główka Lopeza była zbyt lekka. W 9. minucie „Giallorossi” mieli prawdziwą setkę, której nie wykorzystał Tachtsidis. W pojedynku jeden na jeden lepszy okazał się Gulacsi, a ekwilibrystyczna dobitka Osvaldo wylądowała na trybunach. Przez kolejne fragmenty spotkania wciąż się utrzymywała przewaga Romy. W 16. minucie „The Reds” mieli okazję stworzoną przez Sterlinga, ale zdecydowanie lepiej odpowiedział indywidualną akcją Osvaldo. W obu przypadkach górowali jednak golkiperzy. W 21. minucie rajdem popisał się Shelvey, ale jego uderzenie sparował Lobont. Kolejną okazję miał w 29. minucie Totti. Ikona z Rzymu chybiła jednak z rzutu wolnego. Licznie zgromadzeni kibice na Fenway Park okazję do wyrażenia swych emocji mieli szczególnie w 33. minucie, kiedy ładny lob Cole’a wylądował na poprzeczce bramki Lobonta. Na kilkanaście minut przed przerwą do głosu dochodzić zaczął Liverpool, Cole domagał się nawet karnego, ale arbiter nie zareagował. W 41. minucie znów w polu karnym rzymian namieszał Shelvey, ale po raz kolejny lepszy okazał się bramkarz rywali. Mimo wielu okazji bramkowych do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.












