Czy tylko najmocniejsze europejskie ligi są wylęgarnią etatowych reprezentantów kraju? Czy tylko kluby Premier League, Primera Division, Bundesligi czy Serie A mogą sobie pozwolić na reprezentanta na wielkim turnieju? Zbliża się Euro – proponuję przyjrzeć się, jak wygląda sytuacja w kadrach uczestników pod kątem zawodników na co dzień biegających po rodzimych boiskach.
Grupa A
Jeśli chodzi o grupę, w której zagra gospodarz turnieju – Francja – mamy niemałe zaskoczenie. O dziwo, to nie Ligue 1 będzie miało najwięcej reprezentantów. Palmę pierwszeństwa w liczbie swojaków w kadrze dzierży Rumunia, która ma w swoich szeregach 13 piłkarzy grających na co dzień w ojczyźnie. To zdecydowanie najwięcej spośród zespołów z grupy A. Za plecami Rumunów są kolejno Szwajcaria, wspomniana Francja oraz Albania.

Grupa B
W grupie B mamy dwóch tuzów naszego zestawienia: Anglię i Rosję. Pierwszy jest jedyną drużyną w całej stawce, w której zagrają wyłącznie piłkarze występujący w rodzimej lidze. Rosyjski selekcjoner natomiast zabiera do Francji tylko jednego przedstawiciela spoza Premjer Ligi – Romana Neustadtera z Schalke 04. Liczby to kosmiczne i wiele mówią o poziomie rozgrywek w obu przypadkach. Daleko za plecami tej dwójki znajdują się Słowacja i Walia, która nie ma w składzie żadnego zawodnika grającego w Walii. Jednak w przypadku wszystkich Wyspiarzy statystyka ta jest niemiarodajna, ponieważ mają oni pod nosem rozgrywki Premier League, której żadna z innych brytyjskich lig nie dorównuje poziomem.

Grupa C
W naszym zestawieniu grupa szczególna – z racji obecności w niej Polski. Rodzima ekstraklasa nie wypada wcale blado na tle reszty stawki, ale 10 ligowców nie powala na kolana, w porównaniu z 22 zawodnikami grającymi za naszą wschodnią granicą – na Ukrainie. Selekcjoner Joachim Loew zaś zabiera na francuski turniej 17 przedstawicieli Bundesligi. Nasz trzeci grupowy rywal – Irlandia Północna – jest w podobnej sytuacji co Walia, aczkolwiek liga irlandzka na Euro będzie miała swojego reprezentanta w osobie bramkarza Roya Carrolla z Linfield FC. Jeśli jesteśmy już przy przynależności klubowej, warto wspomnieć, że Michael O’Neill powołał także Aarona Hughesa, który obecnie takowej nie ma.














