Napastnik brazylijskiej kadry narodowej, Robinho przyznał, że chciałby pozostać w swoim obecnym klubie, którym jest Santos. Zawodnik dodał ponadto, że ostatni rok w Realu Madryt był najgorszym w jego karierze.
Nowy zawodnik brazylijskiego Santosu przyznał, że woli zostać w ojczyźnie, aniżeli wracać do City. Po oszałamiających negocjacjach z Chelsea i ostatnim pokerowym zagraniu Manchesteru City Robinho zdecydował się na grę w Eastlands – niestety, bowiem pobyt na wyspach nie był dla niego udany. W swoim debiutanckim sezonie Robinho nie grywał źle. Strzelił także piękną bramkę w debiucie w meczu z Chelsea, jednak z miesiąca na miesiąc bywało coraz gorzej.
Tymczasowy transfer do ligi brazylijskiej ma pomóc graczowi w odnalezieniu formy oraz pewności siebie, którą zatracił po nieudanych występach w City. Zawodnik liczy także na powołanie do kadry na zbliżające się mistrzostwa świata w RPA.
– Santos jest moim domem. To miejsce sprawia, że czuję się wspaniale. Kocham występować w tym klubie, bo mieszkam w ojczyźnie i mam pod ręką swoich bliskich. Pragną tu pozostać jak najdłużej. Jeśli miałbym na to wpływ – pozostałbym tutaj do końca kariery. Mimo wszystko nie zapominam, że jestem związany umową z „The Citizens”. Dziękuję im, bo zachowali się fair wobec mnie, ponieważ potrzebowałem zmiany otoczenia. Gdy przychodziłem, zostałem ciepło powitany, były wielkie oczekiwania. Czułem się całkiem inaczej niż wtedy, gdy odchodziłem z Realu Madryt. Byłem kartą przetargową, bo oni chcieli kupić Cristiano Ronaldo. Wtedy byłem dla nich nikim i zabolało mnie to bardzo. Priorytetem było opuszczenie Madrytu, więc tak się stało, ale nie wiem czy nie byłoby lepiej dla mnie, gdybym wybrał inny zespół. Jak na razie marzę o tym, by zostać najlepszym zawodnikiem MŚ w RPA. Widzę się w roli cieszącego się ze zwycięstwa i podnoszącego trofeum – rzekł młody Brazylijczyk.










