Rivaldo po raz kolejny wraca wspomnieniami do finałowego meczu mistrzostw świata z 1998 roku. Brazylijczyk przyznał, iż jego reprezentacja przegrała nie przez niedyspozycję Ronaldo, ale przez słabą grę całej drużyny.
Na kilka godzin przed finałowym pojedynkiem na Saint-Denis, Ronaldo został odwieziony do szpitala. Brazylijczyk zasłabł w pokoju hotelowym. Wszystko wskazywało na to, że napastnik nie wystąpi w meczu finałowym. W ostatniej chwili selekcjoner Mario Zagallo postanowił włączyć go do pierwszego składu. Efekt? Ronaldo na boisku był swoim cieniem. Dziś inny gracz pamiętnego finału, Rivaldo, twierdzi, iż porażkę należy zrzucić na słabą grę całej drużyny.
– Ludzie mają swoje teorie dotyczące finału mistrzostw świata z 1998 roku. Ja twierdzę jednak, że przegraliśmy na własne życzenie. Brazylia zaprezentowała się w tym meczu beznadziejnie. Nawet, gdyby Ronaldo byłby zdrowy w stu procentach, nic by to nie zmieniło. Dla Brazylijczyków drugie miejsce to była klęska – powiedział Rivaldo.
Na szczęście Rivaldo w końcu sięgnął po Puchar Świata. Stało się to w 2002 roku na boiskach Korei i Japonii.










