Jagiellonia Białystok wygrała po golu Pawła Drażby ze Śląskiem Wrocław. Oznacza to, że podopieczni Piotra Stokowca awansowali do ćwierćfinału Pucharu Polski.
Za pierwsze pół godziny piłkarze powinni zwrócić jedną trzecią pieniędzy za bilety kibicom, którzy pojawili się na stadionie we Wrocławiu, a telewidzom zrekompensować finansowo uraz psychiczny, który powstał po oglądaniu takiej padliny. Oba zespoły skupiły się przede wszystkim na niedopuszczeniu rywala pod własne pole karne. Nieco przeważał Śląsk, ale najlepiej o jego atakach świadczy to, że najaktywniejszym piłkarzem pierwszych minut był Dudu. Z drugiej strony kilkoma dobrymi interwencjami wyróżnił się Pazdan, a na lewej obronie szalał Popkhadze.

Kiedy po pół godzinie niektórzy rozważali zmienienie kanału na jakiś poniedziałkowy film albo tasiemiec, piłkarze postanowili przypomnieć, że to Puchar Polski, a nie A-klasa. Zaczęło się od rzutu rożnego dla Jagiellonii. Dośrodkowywał Plizga, podanie głową przedłużył jego kolega, a Piątkowski główkował tuż obok słupka. Chwilę później Dudu wykonał centrostrzał z rzutu wolnego, piłkę przed pole karne wybił Baran, a potem wybronił potężne uderzenie Cetnarskiego rodem z filmów kung-fu. Nie zdążyliśmy ochłonąć po tym wyczynie, a goście przeprowadzili groźną kontrę. Quintana zagrał prostopadle do Plizgi, ten minął bramkarza i chciał wyłożyć piłkę Piątkowskiemu, ale w ostatniej chwili podanie przeciął Grodzicki. Pierwszą połowę mocnym akcentem zakończył Śląsk. Najpierw dwójkową akcję Plaku z Paixao sfinalizował ten drugi niecelnym strzałem z powietrza. Z kolei w doliczonym czasie gry najpierw po rzucie rożnym Gavish strzelił głową obok słupka, a potem Kaźmierczak bardzo mocno uderzył z dystansu, ale tuż ponad poprzeczką.
Podobnie jak Śląsk zakończył pierwszą, tak i zaczął z impetem drugą połowę. Dwukrotnie dość nerwowo, ale skutecznie interweniował Baran, najpierw po lekkim strzale głową Kaźmierczaka, a chwilę później wybijając nieprzecięte przez nikogo dośrodkowanie Cetnarskiego z rzutu wolnego. W 49. minucie Jagiellonia powinna objąć prowadzenie. Po kontrze Plizga zagrał do Pawłowskiego, który pokonał Gikiewicza z małej odległości, ale sędzia, sugerując się sygnalizacją asystenta, gola nie uznał. Było to dużym błędem, bo Pawłowski na pozycji spalonej na pewno się nie znajdował. W 69. minucie Ukah w walce o piłce uniósł nogę na wysokość głowy Cetnarskiego, a sędzia podyktował rzut wolny pośredni z trzynastu metrów. Kaźmierczak uderzył jednak obok słupka.
W kolejnych minutach mogliśmy się ekscytować jedynie niezłymi, ale niecelnymi strzałami Cetnarskiego, Quintany i Stevanovicia. Końcówka przyniosła tylko dwa ważne wydarzenia. Najpierw bardzo groźnie wyglądającej kontuzji doznał Pawłowski i musiał zejść z boiska. W związku z przerwą sędzia doliczył aż siedem minut, a w drugiej z nich Jagiellonia objęła prowadzenie. Świetnie lewą stroną ruszył Popkhadze, jak juniora ograł Sochę i bardzo dobrze dośrodkował w pole karne. Tam niepilnowany Drażba głową skontrował piłkę, która odbiła się od słupka i wpadła do bramki bezradnego Kelemena. Śląsk nie zdołał odpowiedzieć choćby celnym strzałem i odpadł z Pucharu Polski.











