Radość kibiców po zwycięstwach jest rzeczą normalną, tym bardziej po wygranych derbach, ale ekstaza po meczu zremisowanym i to po niezbyt dobrej grze do codzienności z pewnością nie należy.

Kiedy 25 listopada 2009 roku Lechia pokonała swojego lokalnego rywala z Gdyni na jego terenie 2:1, gdańskich piłkarzy na ich stadionie witało ponad tysiąc osób, a wspólnym śpiewom nie było końca. W ostatnią niedzielę, kiedy kolejny raz obie ekipy spotkały się, tym razem na nowym gdyńskim obiekcie miejskim, przez długi czas nie zanosiło się, aby ktokolwiek po powrocie czekał na Lechię. Kibice Arki tryumfowali bezapelacyjnie. Nadeszła jednak 97. minuta i piłka po raz drugi zatrzepotała w siatce gospodarzy za sprawą naszego Chorwata Luki Vucko. Na stadionie zapanowała totalna cisza, natomiast w Gdańsku miasto oszalało. Lechiści nie mogli cieszyć się wraz ze swoimi ulubieńcami na stadionie ze względu na zakaz udziału kibiców z Wolnego Miasta w trzech meczach wyjazdowych. Dlatego po zakończonej transmisji kto tylko miał możliwość, wyruszył na Traugutta 29 w nadziei, że dane mu będzie ponownie zaśpiewać pieśni pochwalne na część ukochanego klubu wraz z bohaterami wieczoru. Godzina przyjazdu klubowego autokaru była dokładnie kontrolowana, aż w końcu niemalże 800 osób doczekało się biało-zielonego MAN-a z „Władcami Północy” na pokładzie.

Mimo nie najlepszej gry, przez większą część spotkania każdy chciał osobiście wyrazić szacunek i podziękowanie dla zawodników Tomasza Kafarskiego za to, czego dokonali. Dla nas było to na pewno coś, co zapamiętamy do końca życia, tak samo jak kibice Manchesteru pamiętają finał Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium z 1999 roku. Mimo że mecz ten nie dał nam ani mistrzostwa, ani pucharu, ani nawet trzech punktów, to słodszego wieczoru nie można sobie w tej chwili wyobrazić. Z pewnością ten jeden punkt smakuje lepiej, aniżeli niejedno ligowe zwycięstwo.
Śpiew lechistów zgromadzonych za trybuną główną niósł się po okolicy przez długi czas, a atmosfera tak się udzieliła niektórym piłkarzom, że już w drodze do domu przez otwarte okna aut oznajmiali napotkanym fanom, kto rządzi w Trójmieście. Mamy nadzieję, że szczęśliwa derbowa seria trwała będzie jeszcze przez długie lata i nie ominie nas już więcej możliwość świętowania takich widowisk bezpośrednio na stadionie.











