Wczoraj reprezentacja Polski rozegrała swój pierwszy mecz na Euro 2012. Zremisowaliśmy w nim z Grekami 1:1. Według jednych remis jest dobrym rezultatem, inni mówią, że bez względu na wszystko powinniśmy wygrać. A jakie zdanie na ten temat ma Piotr Reiss?
Powinniśmy cieszyć się z jednego punktu z Grecją?
Mnie się wydaję, że nie. Chcąc wyjść z łatwej grupy, która nie wydaje się najłatwiejszą w praktyce, z Grecją powinniśmy wygrać. Mecz bardzo dobrze nam się ułożył i nie wiem, co się stało, ale szkoda, że nie potrafiliśmy dowieźć zwycięstwa do końca. Graliśmy z jednym zawodnikiem więcej, tak to czasami bywa i na pewno osobiście nie jestem zadowolony z występu reprezentacji Polski.
Co się stało z „Biało-czerwonymi” w drugiej połowie?

Trudno powiedzieć, wszystko na to wskazuje, że nie potrafiliśmy wytrzymać tego spotkania fizycznie. Żałuję tylko, że Franciszek Smuda nie zdecydował się wcześniej na zmiany, było bowiem widać, że polski zespół z minuty na minutę gaśnie i wtedy szybcy skrzydłowi, jak: Grosicki, Wolski, Mierzejewski mogliby poprawić naszą grę w ofensywie. Im bliżej końca, tym graliśmy coraz słabiej, nie stwarzając sobie sytuacji. Takie spotkanie jak to inauguracyjne z Grekami mimo wszystko trzeba wygrać.
Nikt się chyba nie spodziewał, że Przemysław Tytoń będzie bohaterem w szeregach reprezentacji Polski.
No tak, ale tego typu mecze mają na celu kreować bramkarzy. Wiadomo, że rezerwowy golkiper ma małe szanse na wejście na boisko, a taka sytuacja się nadarzyła. Czerwona kartka dla Wojtka Szczęsnego i Przemek zrobił wszystko co w jego mocy. Jedyni zawodnicy, którzy mogliby się czuć wygrani, to chyba on i Robert Lewandowski, który strzelił bramkę, więc zrobił to, czego od niego oczekujemy. Natomiast Tytoń świetnie obronił rzut karny i do końca pewnie dyrygował polską obroną.
Jak ocenia Pan postawę Wojciecha Szczęsnego w sytuacji, w której straciliśmy bramkę i otrzymał czerwoną kartkę?
Na pewno mógł się lepiej zachować przy utracie tej bramki. W sumie rzucił się, łapiąc wiatr, jak to się potocznie w piłce się mówi, i jego nieporozumienie z „Wasylem” kosztowało nas stratę gola. Natomiast przy spowodowaniu rzutu karnego w ogóle bym go nie winił, ponieważ był tutaj zdecydowanie błąd obrony, która zostawiła greckiego zawodnika z nieudaną pułapką ofsajdową. Wszystko rozgrywało się w ciągu ułamków sekund, Wojtek wyszedł do piłki, napastnik Hellady go uprzedził i za tę sytuację ja bym naszego bramkarza nie winił.
Rosjanie zabawili się z Czechami. W meczu ze „Sborną” nie będziemy chyba faworytami?










