Po jednostronnym widowisku na Santiago Bernabeu Real Madryt pokonał Levante 2:0. Bramki dla gospodarzy strzelali jeszcze w pierwszej połowie Karim Benzema i Ricardo Carvalho. Wynik byłby dużo wyższy, gdyby nie świetna postawa golkipera przyjezdnych – Gustavo Munui.
Real rozpoczął, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, z Antonio Adanem w bramce. Co było do przewidzenia, już od pierwszych minut gracze w białych strojach dyktowali warunki gry, a już w siódmej minucie objęli prowadzenie. Fantastycznie prawym skrzydłem, ogrywając trzech rywali, przedarł się w pole karne Angel Di Maria, po czym podał płasko do Karima Benzemy, który do spółki z rozpaczliwie interweniującym Ballesterosem pokonał Munuę. W kolejnych minutach Real w dalszym ciągu był stroną zdecydowanie przeważającą, utrzymywał się przy piłce i konstruował kolejne akcje, ale już bez bezpośredniego zagrożenia (może z wyjątkiem niezbyt udanego strzału Ramosa) bramki Levante. Przełomowa mogła być akcja Cristiano Ronaldo, który dostał piłkę na 30. metrze, po czym w swoim stylu uwolnił się spod opieki del Horno i uderzył mocno, acz koło słupka bramki rywali.

Chwilę później Portugalczyk strzelał jeszcze głową, ale tym razem piłka poszybowała nad poprzeczką. W 20. minucie Ronaldo mógł zdobyć bardzo podobną bramkę jak w zeszłym sezonie w Pampelunie, uderzając z okolic pola karnego lobem, po dalekim, górnym podaniu. Tym razem śliska piłka nie ułatwiła najdroższemu piłkarzowi świata zadania. W kolejnej znaczącej akcji świetny strzał, ponownie po wzorowym zgubieniu krycia, oddał Di Maria, jednak równie świetną interwencją popisał się Munua, parując piłkę na rzut rożny, po którym również było gorąco pod jego bramką. Real osiągnął bardzo dużą przewagę, a jego piłkarze bez trudu wypracowywali klarowne sytuacje. W 30. minucie zawodnicy Levante mocno krytykowali Ronaldo za kontynuowanie gry, podczas gdy na murawie leżał Iborra.
Po tym jak arbiter stonował nieco nastroje graczy obydwu drużyn, dobrą okazję Kace wypracował dobrze dysponowany tego dnia Diarra, jednak Brazylijczyk, mając dużo czasu i miejsca, strzelił wprost w ręce Munui. W kolejnej akcji dużo lepiej uderzał Marcelo, piłka była mocniej kopnięta i leciała na odpowiednim pułapie, ale minęła nieznacznie prawy słupek. „Los Blancos” w dalszym ciągu dominowali, gracze Levante nie potrafili wymienić między sobą kilku podań, a już piłkę odbierał im któryś z piłkarzy gospodarzy. Tylko niedokładności w decydujących momentach goście zawdzięczali tak niski wymiar kary. Tej nie zabrakło Ricardo Carvalho, który w 41. minucie dołożył nogę do mocno bitej przez Ronaldo piłki. Portugalczyk wykonywał rzut wolny z lewej strony po faulu na Di Marii, a jego rodak bez problemu podwyższył wynik spotkania z najbliższej odległości. Real – Levante 2:0! „Los Blancos” starali się stwarzać kolejne sytuacje do podwyższenia wyniku, ale ten ostatecznie do przerwy nie uległ zmianie.












