Real Madryt lubi wrzucać swoich kibiców na rollercoaster. „Królewscy” prowadzili z Interem Mediolan 2:0, lecz goście doprowadzili do remisu. Gdy „Nerazzurri” łapali wiatr w żagle, Vinicius na spółkę z Rodrygo pozbawili ich szans na jakiekolwiek punkty. To sprawia, że Włosi stoją pod ścianą i jeśli chcą myśleć o awansie, muszą pokonać Real na San Siro.
Dzisiejsze spotkanie pokazało, że nie są bez szans. Błędy indywidualne sprawiły jednak, że z Estadio Alfredo Di Stéfano nie wywożą nawet jednego punktu.
Nie najlepsze nastroje w obu drużynach
Zarówno Real Madryt, jak i Inter Mediolan z pewnością inaczej wyobrażali sobie początek zmagań w Champions League. Dzisiejsi gospodarze po niespodziewanej porażce z Szachtarem Donieck oraz wymęczonym w ostatnich sekundach remisie z Borussią Mönchengladbach nie mogli sobie pozwolić na kolejną stratę punktową. Zdawał sobie z tego sprawę Zinedine Zidane. – Wiemy, co nas jutro czeka, ten mecz to finał. Każde spotkanie jest finałem. Koncentrujemy się na tym, co musimy zrobić, aby zdobyć trzy punkty. Zawsze dążymy do wygrania wszystkiego i za każdym razem chcemy pokazać, że jesteśmy dobrzy – powiedział szkoleniowiec „Królewskich”. Po starciu z Szachtarem na naszym portalu ukazał się tekst, który obnażył wszystkie słabości Hiszpanów.
Niewiele lepsze nastroje panują w obozie gości. Inter, podobnie jak Real, zremisował ze „Źrebakami” po bramce w końcowych minutach, natomiast w starciu z mistrzem Ukrainy padł bezbramkowy remis. To sprawia, że mediolańczycy mają po dwóch meczach zaledwie dwa punkty. – W każdym meczu ważne jest dla nas, aby zdobywać punkty i wygrywać. Mierząc się z takim zespołem jak Real, można podbudować morale swojej drużyny. Na pewno nie czeka nas łatwy mecz i nie będzie to spacerek – wypowiedział się Antonio Conte.
Oba zespoły potrzebowały więc trzech punktów niczym tlenu. Istotny był również wynik bezpośredniego starcia Szachtaru z Borussią. Mecz ten, rozgrywany dwie godziny wcześniej, zakończył się wynikiem aż 6:0 dla Niemców, co sprawiło, że stali się oni nowym liderem grupy B z pięcioma punktami na koncie. Początkowi faworyci grupy przystępowali więc do spotkania z nożem na gardle.











