Nie tylko działacze Barcelony mają problem z powodu rzekomego zaniżania cen, za jakie kupili swoich piłkarzy. Podobne zarzuty usłyszał Real Madryt.
Również włodarzom Realu zarzuca się nieuczciwość w finalizacji swoich transferów. Hiszpańskie media zajęły się sprawą Garetha Bale’a. Z ich wyliczeń wynika, że Real miał zapłacić za niego 265 mln euro, a nie jak wcześniej oficjalnie podawała prasa 91 mln. Ta niemalże astronomiczna kwota pokryła wartość jego karty zawodniczej, ubezpieczenie czy też prowizje od kontraktu. Prawdziwości tej informacji dodaje fakt, iż władze Realu nigdy nie potwierdziły, czy tyle rzeczywiście kosztował Walijczyk. Kwota ta miała być celowo zaniżona, aby nie szokować opinii publicznej, czy też nie podważać roli CR7.

Oliwy do ognia dodaje belgijski eurodeputowany, Derk Eppink, który złożył nawet skargę do Parlamentu Europejskiego w tej sprawie. Polityk zarzucił hiszpańskiemu bankowi Bankia finansowy wkład w transfer Bale’a, uwzględniając, że ta instytucja sama korzysta z pieniędzy unijnych.
– Real zapłacił ogromną kwotę za transfer, mając własny dług na poziomie 600 mln euro. Tymczasem wspierająca ten klub Bankia sama dostała około 18 mln euro od UE. Środki z funduszy unijnych nie powinny służyć takim praktykom – powiedział Eppink na łamach „Mundo Deportivo”.
Bale podpisał kontrakt obowiązujący przez najbliższe sześć lat. Hiszpańscy dziennikarze twierdzą, że transfer ten zwróci się Realowi nawet z samych praw do wizerunku gracza.
Hiszpańska prokuratura zapowiedziała, że zajmie się sprawą Bale’a. Ich uwagę również przykuwa transfer Neymara do Barcelony.











