W kolejnym odcinku „Raportu T-Mobile Ekstraklasy” przybliżamy Wam łódzki Widzew, który w zgodnej opinii wielu ekspertów jest jednym z głównych kandydatów do spadku z ligi. Czy faktycznie? Zapraszamy do lektury.
To nie był spokojny czas dla wszystkich sympatyków Widzewa, którzy zapewne nerwowo obgryzali paznokcie, obserwując poczynania włodarzy klubu. Tak się bowiem składa, że w łódzkiej drużynie doszło do prawdziwej rewolucji kadrowej i trudno byłoby wskazać inny zespół TME, który równie niefrasobliwie pozbył się swoich najlepszych piłkarzy. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przypomnieć, że odejście czołowych zawodników było pokłosiem fatalnej sytuacji finansowej klubu i ogromnych zaległości wobec tychże. Najbardziej ucierpiała formacja defensywna Widzewa. W zespole nie zobaczymy już Jarosława Bieniuka i Ugochukwu Ukaha, czyli dwóch piłkarzy, którzy w minionym sezonie sprawnie dyrygowali poczynaniami swoich partnerów w obronie. Do nich dołączyli także Ben Radhia, Bruno Pinheiro, Dudu Paraiba, Radosław Matusiak, Krzysztof Ostrowski, Przemysław Oziębała i Mindaugas Panka. Wszyscy wymienieni byli kluczowymi postaciami w układance trenera Radosława Mroczkowskiego, ale teraz skład posypał się jak domek z kart.

Tych, którzy odeszli, zastąpiono zawodnikami, o których tak naprawdę niewiele można jeszcze powiedzieć. Adam Banasiak, Radosław Bartoszewicz, Milos Dragojević, Adrian Pietrowski, Emerson Carvalho, Povilas Leimonas czy Alex Bruno to piłkarze, którzy jak na razie stanowią pewną zagadkę. Do Widzewa trafili ponadto Sebastian Dudek ze Śląska Wrocław i Jakub Kowalski z Arki Gdynia. W ten sposób skompletowano niemal całą kadrę na najbliższy sezon i teraz zadaniem szkoleniowca Mroczkowskiego jest poukładać ją w sposób możliwie optymalny. Wiadomo, że zadanie do najprostszych należeć nie będzie i wydaje się, że drugi rok pracy 45-letniego trenera na najwyższym szczeblu piłkarskim w Polsce będzie o wiele trudniejszy niż debiutancki sezon, skądinąd niezły.
Sam Mroczkowski przyznaje, że włodarze klubu nie ustają w poszukiwaniach piłkarzy, którzy z miejsca mogliby stanowić o sile zespołu. – Okres przygotowań już za nami. Jesteśmy zadowoleni z pracy, jaką wykonali piłkarze. Nie zrealizowaliśmy wszystkich celów transferowych. Pracujemy nad tym, by w kadrze znaleźli się obrońca i napastnik – podkreśla trener łodzian, choć zaznacza, że transferowe kaprysy zależne są od finansów. – To jednak nie takie proste. Po pierwsze, chcemy najpierw dobrze sprawdzić takiego zawodnika, a to wymaga czasu, a po drugie, musimy się zmieścić w budżecie – wyjaśnia Mroczkowski. Czasu na dokoptowanie nowych piłkarzy jest już jednak coraz mniej. W końcu początek rozgrywek tuż-tuż.










