W naszym cyklu poświęconym przygotowaniom miast do organizacji mistrzostw Europy po raz kolejny opisujemy Warszawę. Jest to pierwszy wakacyjny raport ze stolicy, w którym poruszone są głównie kontrowersyjne kwestie zaniedbań na budowie Stadionu Narodowego. Zapraszamy do lektury.
Nieszczęsne schody i nie tylko…

O Stadionie Narodowym było w ostatnim czasie bardzo głośno, a to za sprawą generalnego wykonawcy, konsorcjum Alpine-Hydrobudowa-PBG. Otóż Narodowe Centrum Sportu, działając w imieniu i na rzecz Skarbu Państwa, z początkiem czerwca (dokładnie pierwszego dnia tego miesiąca) wezwało ww. konsorcjum do usunięcia rażących naruszeń zawartej w 2009 roku umowy. W ciągu kilku ostatnich miesięcy odchylenie realizacji projektu drastycznie wzrosło z -5% do -16%. Całą Polskę obiegła informacja, iż z powodu schodów zagrożony jest początkowo ustalony termin zakończenia najważniejszej części budowy, czyli koniec czerwca. Grunt w tym, że schody kaskadowe, bez których niemożliwe jest korzystanie z górnego poziomu trybun i kontynuowanie prac przy elewacji stadionu, zostały źle zamontowane. Oprócz tego niedociągnięcia dotyczyły braku odpowiedniej liczby pracowników zaangażowanych w budowę i realizacji robót podczas weekendów.

Konsorcjum zobowiązane zostało w ciągu 14 dni odpowiedzieć na postawione zarzuty i przedstawić propozycje programów naprawczych dla wspomnianych schodów. W przeciwnym wypadku NCS groziło zerwaniem umowy. Wystarczył tydzień, by obie strony porozumiały się, bez konieczności przechodzenia do drastycznych środków. Dokonano zmiany lidera konsorcjum, która ma na celu poprawienie efektywności wykonywanych robót. Wykonawca został zobowiązany również do pokrycia wszystkich kosztów naprawy, bez zmiany ceny kontraktu. Cała sprawa zakończyła się happy endem, lecz z małym skutkiem ubocznym.











