Sport na najwyższym światowym poziomie to rozwój. Nieustanny, ustawiczny, nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, w myśl zasady „mocniej, lepiej, szybciej”, ale także w sferze mentalnej. Co powoduje, że są sportowcy, którzy w momentach największej presji, największego napięcia potrafią stanąć na wysokości zadania, wziąć sprawy we własne ręce (nogi) i udźwignąć ciężar oczekiwań, podczas gdy są też tacy zawodnicy, którzy zwyczajnie spalają się psychicznie? Na trening mentalny składa się wiele elementów. Spróbuję jednak przybliżyć państwu koncepcję „przepływu”, która wyjaśniać może psychologiczne aspekty różnic w mentalnym podejściu do wyzwań, które stawia boisko. Nie uderzyłem prostym podbiciem ani szpicem, ani nawet wewnętrzną stroną stopy… Uderzyłem całym sercem. Całą duszą. Pragnąłem, by piłka poleciała dokładnie tam, gdzie powinna się była znaleźć (…) A później biegłem już tylko przed siebie. Wszystko stało się takie niewyraźne, jak za mgłą, jak we śnie…
Słowa Andresa Iniesty, dotyczące jego pamiętnej bramki zdobytej w 2009 roku w meczu przeciwko Chelsea Londyn, działają pobudzająco na wyobraźnię. Trudno jest wyobrazić sobie stan psychiczny, w którym znajdował się Hiszpan w momencie, w którym przechylał szalę zwycięstwa na korzyść swojego zespołu. Ta sama sztuka udała mu się zresztą rok później, gdy w finale mistrzostw świata w RPA to właśnie on rozstrzygnął losy tytułu, zdobywając bramkę na wagę triumfu „La Furia Roja”.
Sport na najwyższym światowym poziomie to rozwój. Nieustanny, ustawiczny, nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, w myśl zasady „mocniej, lepiej, szybciej”, ale także w sferze mentalnej. Drogę, którą pod względem psychologicznym pokonywać muszą najwięksi, najłatwiej jest chyba pokazać na przykładzie Davida Beckhama. Kariera byłego skrzydłowego Manchesteru United i Realu Madryt jak chyba żadna inna miała swoje doły (ba, wręcz depresje), jak i momenty absolutnego szczytu. Czerwona kartka w meczu z Argentyną w 1/8 finału mistrzostw świata w 1998 roku, przestrzelone rzuty karne w meczach z Turcją i Francją to momenty, w których „Becks” był pośmiewiskiem całego, słynącego z medialnego okrucieństwa, narodu brytyjskiego. Pomiędzy tymi chwilami zdarzył się jednak moment, w którym Beckham stał się bohaterem całego Albionu, a mowa tu oczywiście o fenomenalnym rzucie wolnym z 2001 roku, o bramce w meczu z Grecją, która zadecydowała o awansie Anglików na koreańsko-japoński mundial.
Gdzie tkwi różnica? Co powoduje, że są sportowcy, którzy w momentach największej presji, największego napięcia potrafią stanąć na wysokości zadania, wziąć sprawy we własne ręce (nogi) i udźwignąć ciężar oczekiwań, nadziei, czysto ludzkiego strachu, podczas gdy są też tacy zawodnicy, którzy zwyczajnie spalają się psychicznie? Na trening mentalny składa się wiele elementów. Spróbuję jednak przybliżyć państwu koncepcję psychologicznego „przepływu”, która wyjaśniać może psychologiczne aspekty różnic w mentalnym podejściu do wyzwań, które stawia boisko. W 1990 roku wywodzący się z Węgier psycholog Mihaly Chsikszentmihalyi napisał książkę pod tytułem „Flow. The Psychology of optimal experience” („Przepływ. Psychologia optymalnego doświadczenia”). Definiuje on w niej szczęście nie jako losowe wydarzenie, lecz jako stan psychiczny, w którym można się znaleźć, jeśli umie się do niego odpowiednio mentalnie nastawić i przygotować. Uważa on, że osoby o wyrobionej samoświadomości i odpowiednio skonsolidowane psychicznie są w stanie doświadczać stanu nazwanego przez niego właśnie „przepływem”, stanu, w którym człowiek traci niejako kontakt z zewnętrzną rzeczywistością, w którym sto procent swojej uwagi i możliwości poświęca dokonywaniu nałożonego sobie zadania, w efekcie czego wykonuje je w sposób maksymalnie efektywny i przynoszący niezmierzone złoża psychicznej satysfakcji. Jest to właśnie „doświadczenie optymalne”, które nie tylko jest niejako „skazane na sukces”, ale też działa na człowieka rozwijająco, pomagając mu w poszerzeniu spektrum swoich możliwości. Przyznacie państwo, że przytoczone na początku tekstu słowa Andresa Iniesty idealnie obrazują ten właśnie stan.










