Kazimierz Greń zwołał konferencję, żeby wytłumaczyć się ze sprzedawania biletów przed meczem Irlandia – Polska. Czego się dowiedzieliśmy? Na pewno tego, że ta konferencja przejdzie na długo do historii.
Na pytanie, które zadałam wyżej, niestety, poważnie bardzo trudno nam odpowiedzieć, chociaż zebranie pana Kazimierza Grenia trwało ponad godzinę. Zazwyczaj na końcu konferencji zadaje się pytania, ale prezes Podkarpackiego ZPN nie odpowiedział dziennikarzom na ani jedno z nich, natychmiast opuszczając salę po zakończonej prezentacji, którą przygotował w PowerPoincie i całą przeczytał od deski do deski.
Takiego przebiegu tego spotkania nie spodziewał się chyba nikt. Zamiast się wytłumaczyć, pan Greń niestety chyba jeszcze bardziej się pogrążył, zwłaszcza wizerunkowo. Takiego cyrku dawno nikt nie urządził. Tę konferencję zapamiętamy na pewno na bardzo długo. Jest ku temu co najmniej kilka powodów.
- Przegląd szafy
http://i59.tinypic.com/2eclunc.jpg
Tak. To działo się naprawdę. Pan Kazimierz Greń w połowie swojej konferencji zrobił swoisty przegląd szafy, pytając, czy aby na pewno te spodnie są granatowe, a ten sweter szary. Wnioski? Brak.
- Intryga i inwigilacja
To dwa chyba najczęściej pojawiające się słowa w przemówieniu pana Grenia. Działacz oskarża o całe zamieszanie wokół jego osoby Zbigniewa Bońka, który miałby ukartować całą sytuację z powodu zbliżających się przyszłorocznych wyborów na prezesa PZPN. Greń miałby być niewygodną osobą w związku, dlatego należało się jej pozbyć. Jakieś sensowne argumenty?
– Pan Tomaszewski powiadamia w mojej sprawie prokuraturę? Pan Jan Tomaszewski to bliski znajomy prezesa Bońka, a jego córka pracuje w Polsacie. Ciekawe czemu? Może dlatego, że jest ładną pogodynką?
I oczywiście „najważniejszy” argument: – Ja naruszam moralne i etyczne kwestie i dlatego mam być usunięty z działalności w piłce? A prezes PZPN jest twarzą firmy bukmacherskiej, co stoi w sprzeczności z przepisami FIFA, UEFA czy naszymi państwowymi i Komisja Dyscypliny nic z tym nie robi.
Kazimierz Greń uważa, że był inwigilowany i cała sytuacja z biletami pod stadionem była ustawiona.
– Rozprawa w sądzie w Irlandii trwała ok. 10 minut. Czy ktoś ma dowód, że brałem od kogoś pieniądze za bilety. Wyobrażacie sobie państwo, że stałem pod stadionem i krzyczałem „ticket, ticket, ticket!” To przecież byłby cyrk. Wierzycie w to?










