Końcowe odliczanie czas zacząć. Do rozpoczęcia mistrzostw Europy pozostało raptem kilka dni, ale wcześniej podopieczni Franciszka Smudy przejdą próbę generalną. W Warszawie podejmą najgorszą ekipę rankingu FIFA, Andorę.

Po co ten mecz? Jaki jest sens? Ktoś mógłby spytać. Odpowiedź jest oczywista. Chodzi o, najprościej rzecz ujmując, poprawę nastrojów i nabranie pewności siebie. Wiadomo, że zwycięstwo jest formalnością, ważne będą jednak jego rozmiary. Przed nami swoista demonstracja siły, która ma potwierdzić, że Polska wzorem najlepszych ekip w Europie ma duży potencjał w ofensywie. Pamiętajmy jednak, że rywalem będą prawdziwi chłopcy do bicia, najgorsi z najgorszych, Andora. Na trybunach szykuje się święto dla kibiców.
Nie należy się spodziewać niespodzianek w składzie. Wystąpią ci, którzy 8 czerwca wyjdą na murawę Stadionu Narodowego, żeby rozpocząć bój w mistrzostwach Europy. Czas na eksperymenty już był. Możliwe są oczywiście drobne korekty, kontuzji nikt przecież nie jest w stanie przewidzieć, ale kręgosłup zespołu został dawno uformowany. I tak oto zapewne ujrzymy wielkie trio z Borussii Dortmund: Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka. Nie powinno także zabraknąć Boenischa i Perquisa, dla których każde spotkanie to kolejny krok w odzyskaniu formy i dojściu do pełni sprawności. Największe zmartwienie może stanowić obsada lewej obrony. Kuba Wawrzyniak odniósł kontuzję przed kilkoma dniami i wciąż nie wiadomo, czy będzie do dyspozycji selekcjonera. Ba, nie wiadomo również, czy obrońca Legii będzie w ogóle w stanie zagrać na Euro.

To jednak problem w dalszej perspektywie. Najważniejsze bowiem czeka nas już za kilka godzin. Wysoka wygrana pozwoli uwierzyć, że zgrupowanie reprezentacji i przygotowania przed turniejem poszły zgodnie z planem. Jakakolwiek wpadka może natomiast wzbudzić niepokój i obniżyć morale. Jak widać, waga spotkania jest zatem naprawdę wysoka. Przypomnijmy jeszcze, że w trakcie obozu przygotowawczego w Austrii podopieczni Smudy najpierw rozbili miejscową amatorską ekipę 8:0, a następnie poradzili sobie z o wiele bardziej wymagającym przeciwnikiem, Słowacją, pokonując ją 1:0 po bramce Perquisa. Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Czy podobnie będzie także jutro?










