Po dzisiejszych spotkaniach układ w tabeli raczej znacznie się nie zmienił. Na czele Liverpool przed Chelsea – to chyba najważniejsza informacja. W ostatnim dziś meczu 20. kolejki Blackburn zagra z Manchesterem City, relacja wkrótce…
W pierwszym meczu ostatniej tegorocznej kolejki Premiership piłkarze Newcastle United mieli zaszczyt gościć u siebie lidera rozgrywek, Liverpool. Gerrard i spółka bardzo chcieli zakończyć rok 2008 na pozycji lidera, więc musieli zwyciężyć dziś, aby nie trzeba było oglądać się na Chelsea. Piłkarze z Anfield Road zaczęli bardzo agresywnie. Od początku okupowali bramkę Givena i zmuszali bramkarza do częstych interwencji. Głównym bohaterem w zespole pod batutą Rafy Beniteza był oczywiście nie kto inny jak Steven Gerrard. On najczęściej strzelał na bramkę gości, jednak Given wychodził z pojedynków z Gerrardem (dosłownie) obronną ręką. W pewnych momentach przyjezdnym po prostu brakowało szczęścia, po strzałach Hyypii i Leivy piłkę z linii bramkowej wybijali obrońcy „Srok”. Kapitan Liverpoolu próbował pięć razy, udało się za szóstym. Dynamiczna akcja prawą stroną Yossiego Benayouna, Izraelczyk podaje w pole karne a tam jest Gerrard, który pakuje piłkę do bramki. 1:0 dla Liverpoolu. Newcastle nie potrafiło skomponować żadnej składnej akcji, gdyż w obronie gości świetne spotkanie rozgrywał Sami Hyypia. Fin grał bardzo dobrze w destrukcji, lecz jeszcze lepiej atakował na bramkę rywala. Potwierdził to w 36. minucie, zdobywając bramkę po strzale głową. W jego przypadku potwierdziło się powiedzenie „do trzech razy sztuka”, bowiem wcześniej Hyypia strzelał już dwukrotnie. Wszystko wskazywało na to, że wskutek tak ogromnej przewagi Liverpoolu goście wyjadą z Newcastle z przewagą kilku bramek. W ostatniej minucie pierwszej połowy piłkarze Joego Kinneara oddali pierwszy celny strzał i to od razu do bramki. Autorem gola na 1:2 został Edgar, uderzając piłkę głową po rzucie rożnym.
Prawdziwe ambicje Liverpoolu na zdobycie mistrzostwa zobaczyliśmy w drugiej połowie. Newcastle za wszelką cenę chciało przed własną publicznością powalczyć przynajmniej o remis i grało nieco lepiej, aniżeli w pierwsze części gry. Zawodnicy stwarzali sobie więcej sytuacji, lecz Liverpool był bezwzględny i wpakował „Srokom” jeszcze trzy gole. Rozpoczął Ryan Babel w 50. minucie, po zamieszaniu w polu karnym po prostu wepchnął piłkę do siatki. W 66. minucie swój kolejny dobry występ drugą bramką podsumował Steven Gerrard, zdobywając ładną bramkę na 4:1. Dziesięć minut później w polu karnym faulowany był napastnik Liverpoolu, N’Gog, a jedenastkę na gola zamienił Xabi Alonso. Warto zauważyć, że gdyby nie postawa Givena, Newcastle mogło przegrać jeszcze wyżej, a tak skończyło się „tylko” na 5:1.
Na Craven Cottage Chelsea Londyn przyjechała pokazać piłkarzom Fulham, że nie są tacy mocni, jak wskazują ich ostatnie wyniki. W ataku Luiz Felipe Scolari postawił na osamotnionego Didiera Drogbę, przeczuwając jednak, że trzeba będzie uważać w obronie, bo zespół Roy’a Hodgsona ostatnimi czasy prezentuje się faktycznie bardzo dobrze. „The Cottagers” przegrali w lidze ostatnio 1.XI… to chyba mówi sam za siebie. W meczu z Chelsea gospodarze mieli zagrać bez kompleksów i spróbować urwać punkty „The Blues”. Zaczęło się bardzo obiecująco. W 10. minucie Dempsey w zamieszaniu w polu karnym Petra Cecha strzelił na 1:0! Chelsea grała bardzo niespokojnie, piłkarzom ze Stamford Bridge brakowało precyzji przy podaniach i skuteczności przy strzałach na bramkę Marka Schwarzera. Fulham grało bardzo wysokim pressingiem, co sprawiło, że przy słabych podaniach pomocników Chelsea gospodarze szybko niwelowali ofensywne atuty „The Blues”. Chcąc poprawić jakość gry w ataku, Scolari w 30. minucie desygnował na plac gry Anelkę, licząc, że najskuteczniejszy strzelec Premier League odmieni obraz gry i rezultat jeszcze w pierwszej połowie.










