Premiership: Manchester poległ z beniaminkiem


Dzisiaj w Anglii rozegrano kolejne cztery spotkania drugiej kolejki Premiership. Do nie lada sensacji doszło na stadionie Burnley, gdzie beniaminek pokonał broniących tytułu graczy Manchesteru United. W pozostałych meczach obyło się bez większych niespodzianek.


Udostępnij na Udostępnij na

Wszystkim na Wyspach wydawało się, że terminarz na starcie rozgrywek jest wymarzony dla podopiecznych sir Alexa Fergusona. Na inaugurację „Czerwone Diabły” dostały na pożarcie beniaminka z Birmingham, ale okazało się, że wcale nie było tak łatwo. Zwycięstwo zaledwie jedną bramką sugerowało, że coś nie gra w drużynie z Old Trafford. Wszyscy jednak uspokajali się, że w drugiej kolejce United pokażą swoją siłę. Mieli w końcu zmierzyć się z kolejnym beniaminkiem – ekipą Burnley. Jakże ogromne było zdziwienie, kiedy w 18. minucie pojedynku do bramki strzeżonej przez Bena Fostera trafił Robbie Blake. Zdziwienie było tym większe, że mimo rosnącej z minuty na minutę przewagi w posiadaniu piłki przez drużynę „Czerwonych Diabłów”, po stronie bramek dla gości wciąż widniało wielkie zero. Podopieczni Fergusona dwoili się i troili, aby pokonać Briana Jensena, ale sztuka ta nie udała się im aż do końcowego gwizdka sędziego, po którym trybuny stadionu w Burnley wybuchły radością. Beniaminek zanotował sensacyjne zwycięstwo, a w Manchesterze wszyscy muszą zastanowić się, co zrobić, żeby było lepiej, bo przy takiej skuteczności, za kilka kolejek może okazać się, że United nie załapią się na pociąg do mistrzowskiej korony.

Trzysta procent normy na Kingston Communications wypracowali w pojedynku z Hull gracze Tottenhamu. „Spurs” sezon zaczęli z przytupem, pokonując na własnym obiekcie faworyzowany Liverpool. Dzisiaj, na wyjeździe, roznieśli w pył piłkarzy Hull City, którzy jeszcze parę dni temu dzielnie stawiali czoła Chelsea Londyn. Wygrana aż 5:1 pokazuje, że „Koguty” zamierzają włączyć się do walki o puchary, a kto wie, może nawet o mistrzostwo. Na trening Tottenhamu powinni również wybrać się napastnicy Manchesteru United, aby przyjrzeć się, jak trenuje Jermaine Defoe, który zaaplikował dzisiaj rywalom trzy bramki. Może taka terapia uleczyłaby niemoc strzelecką pierwszej linii United.

Bez większych sensacji obyło się na Anfield Road, gdzie Liverpool planowo pokonał Stoke City. Podopieczni Rafy Beniteza cztery razy skierowali piłkę do bramki rywali, a czynili to kolejno: Fernando Torres, Glen Johnson, Dirk Kuyt i David N’gog. Piłkarze Stoke, którzy na inauguracje pokonali gładko pogromców Manchesteru United, dzisiaj nie wyglądali już tak dobrze, a przewaga „The Reds” w kazdym aspekcie gry była niepodważalna.

W ostatnim dzisiejszym meczu wydawało się, że obejdzie się bez emocji i bez bramek, ale kiedy kibice powoli zbierali się do opuszczenia trybun stadionu w Birmingham, sędzia podyktował jedenastkę dla gospodarzy, którą na bramkę zamienił James McFadden. Faulowany w polu karnym przez Davida Jamesa był Sebastian Larsson. Piłkarze Portsmouth wracają więc do domu bez żadnego zdobytego gola, za to aż z pięcioma żółtymi kartkami.

Trzy spotkania zgodnie z planem i jedna sensacja, taki jest bilans środy w piłkarskiej Anglii. „Czerwone Diabły” przegrywają z beniaminkiem z Burnley i muszą wziąć się ostro do roboty, aby obronić mistrzowski tytuł sprzed roku. Za nami dopiero dwie rundy spotkań, a w Premiership już robi się ciekawie.

Komentarze
~ape (gość) - 15 lat temu

Brawo Burnley,pokazaliście United,że ich era się
skończyła.Nie traktuję wrogo czerwonych diabłów,ale
wydaje mi się, że w tym sezonie znacznie obniżą swoje
loty w porównaniu z 3 ostatnimi sezonami. Gratulacje
też dla Tottenhamu,pokonali niełatwego rywala aż 5:1,
widać że też mają zamiar powalczyć o mistrzostwo.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze