Nieprawdopodobny jest to sezon La Liga. „Barca” i Real gubiące punkty z beniaminkami, Atletico kroczące od zwycięstwa do zwycięstwa. Do czasu. To nieszczęsne Getafe. Klub, którego przyjazdu na mecz w ostatnim sezonie bał się każdy. W bieżącej kampanii spadł prawie na samo dno piłkarskiej rzeczywistości. Czy tym razem odbije się i powróci stare, zawsze groźne Getafe? Każdy kibic śledzący regularnie rozgrywki La Liga w poprzednim sezonie znał moc Getafe. Gdy przyjeżdżało na stadion Realu, piłkarze „Królewskich” wiedzieli, że czeka ich być może najtrudniejsze spotkanie w całej rundzie. Nie wynikało to z tego, że zespół z przedmieść Madrytu grał piłkę ofensywną, pełną polotu i fantazji. Wręcz przeciwnie, zawodnicy Pepe Bordalasa mieli za zadanie wybić rywalowi granie w piłkę z głowy. W ten sposób pokonali w dwumeczu Ligi Europy Ajax Amsterdam. Kibice oglądający te spotkania raczej nie chcieli, aby stały się one wizytówką La Liga. Jednak zgadzało się to, co najważniejsze – wyniki.
Coś się popsuło
Trener Getafe Pepe Bordalas przed każdym meczem chyba mówi swoim zawodnikom: „faulujcie, ile się da”. Tak to wygląda od dłuższego czasu. Z tą różnicą, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy działało na tyle znakomicie, że udało się zakwalifikować nawet do Ligi Europy. Ostatnio jednak taktyka grania faulami się zacięła. Mimo że Getafe wciąż bryluje w statystykach żółtych kartek, to punktów na koncie jest zdecydowanie mniej. Rok temu w tym samym momencie sezonu ekipa z Coliseum Alfonso Perez na swoim koncie miała 42 punkty i zajmowała 6. miejsce w ligowej tabeli. Teraz ta liczba jest zatrważająco mniejsza. Chłopcy Bordalasa uzbierali zaledwie 27 punktów i zajmują 13. miejsce z marnymi szansami na europejskie granie.
https://twitter.com/IF_ValenciaCF/status/1365822596579807236?s=20
Co ciekawe, w tym sezonie dorobek punktowy z poprzedniego sezonu dawałby Getafe miejsce piąte i patrzenie na Ligę Mistrzów. Na tej lokacie plasuje się jednak Real Sociedad i nawet sobotnie zwycięstwo Getafe nie zapowiada wyprzedzenia ekipy Alguacila. Aktualnie Getafe zdecydowanie bliżej jest do spadku niż europejskich pucharów. Jego przewaga nad miejscem spadkowym wynosi zaledwie pięć punktów. Dwa słabe mecze i może zrobić się bardzo gorąco w biurach prezesa Angela Torresa.
Agresja drugim imieniem
Powiedzieć, że „Los Azulones” grają agresywnie, to właściwie tak, jakby nic nie powiedzieć. Getafe drugi sezon z rzędu przewodzi w klasyfikacji zdobywanych żółtych kartek. Pytanie tylko, czy to zaszczyt. Dopóki działało, nikt się zbytnio nie użalał nad tym faktem w klubie. Gdy jednak przestało żreć, pojawiły się głosy krytyki. Nic dziwnego, Getafe w tym sezonie uzbierało już 88 żółtych kartek i w tej niechlubnej klasyfikacji wyprzedza Celtę Vigo aż o 16 kartoników. To tak, jakby drużyna Bordalasa rozegrała co najmniej trzy spotkania więcej. Średnia żółtych kartek w La Liga na mecz wynosi 4,83 dla obydwu zespołów. Średnia Getafe to 3,52 żółtej kartki na mecz. Oczywiście indywidualnie przewodzi tej klasyfikacji kapitan Damian Suarez, który uzbierał już 10 takich kartek. Jak było w poprzednim sezonie zakończonym blisko Europy?











