Powrót lidera: czy Sebastian Mila odrodzi się w Gdańsku?


19 grudnia 2015 Powrót lidera: czy Sebastian Mila odrodzi się w Gdańsku?

Lekko zakurzony, trochę nieśmiały, ale ma to coś i potrafi jednym zagraniem odwrócić losy spotkania. Sebastian Mila, bo o nim mowa, w meczu z Wisłą Kraków pokazał, że nie zapomniał, jak się gra w piłkę. Etatowy reprezentant Polski był wszędzie. Podawał, walczył o piłki, brał ciężar gry na siebie, ale przede wszystkim udowodnił, że wciąż pamięta, jak to jest być liderem.


Udostępnij na Udostępnij na

W naszej rodzimej ekstraklasie jest obecnie kilku zawodników, których forma wpływa na postawę całego zespołu. Z pewnością do takich piłkarzy można zaliczyć Nemanję Nikolicia, który ma więcej strzelonych bramek niż Korona Kielce łącznie. Albo Mateusza Cetnarskiego, najlepszego asystenta spośród wszystkich Polaków, czy też Patrika Mraza. Można wymienić jeszcze paru, którzy mogliby znaleźć się obok nich, jednak ostatnio do tablicy zgłosił się Sebastian Mila.

Popularny „Roger” przez lata gry w Śląsku Wrocław przyzwyczaił nas do pewnego poziomu. Nazwisko „Mila” nie łączyło z bardzo widowiskową czy mocno siłową grą, ale taką, która wzbudzała zachwyt. Pomocnik nigdy nie był zawodnikiem mogącym przez 90 minut biegać od bramki do bramki, ale wcale nie zabrało mu klasy. Od takich piłkarzy wymagamy czego innego — aby cieszyli nas swym sprytem, znalezieniem drogi do bramki w taki sposób, który nikomu by się nawet nie przyśnił. Podania piłki w takich sposób, żeby żaden z obrońców się nie domyślił kierunku, w którym się turla. Sebastian Mila potrafi to zrobić, a dokładając jeszcze fantastyczną lewą nogę, wyrósł na jednego z najlepszych na swej pozycji. I tak w przeciągu sześciu lat spędzonych w stolicy Dolnego Śląska zdobył z klubem mistrzostwo Polski w 2012 roku, czy nieistniejący już Puchar Ekstraklasy. Właśnie sezon 2011/2012, pod względem osiągnięć i statystyk, dla reprezentanta Polski był najlepszy. Sebastian Mila zaliczył 14 asyst, dodając do tego 4 bramki. Kolejny sezon? 12 asyst i 7 goli. Dwa lata z rzędu miał najwięcej decydujących podań. Był liderem.

Później trochę zgasł i gdy wydawało się, że najpiękniejsze momenty ma już za sobą, wydarzyło się coś, co każdy kibic będzie opowiadał dzieciom. Mecz Polska – Niemcy w październiku 2014 roku. Bramka na 2:0, która przypieczętowała historyczne zwycięstwo z naszym zachodnim sąsiadem. Zastanawiacie się pewnie, jaki to ma związek z Lechią? A analogia jest bardzo prosta. Adam Nawałka zaufał Mili w momencie, w którym ten nie był najlepszy, ale wierzył, że ten potencjał nadal ma w sobie. Podobnie zrobił nowy trener „Biało-Zielonych” Dawid Banaczek, po prostu zaufał i zbiera z tej wiary plony. Faktem jest, że wychowankowi Lechii na wstępie było trudno. Głośny transfer, duże oczekiwania: z miejsca miał stać się liderem. Dostał opaskę kapitana. Z perspektywy czasu można jednak się zastanawiać, czy tempo nie było zbyt wysokie. Mila nie błyszczał tak, jak tego oczekiwano. Często stawał się anonimowy na boisku. Później zmienił się trener, pomocnik kilka razy znalazł się poza meczową osiemnastką, a jak już grał, to nic specjalnego. Thomas von Heesen był specyficzny. Nie postawił na niego od początku, zabrał mu opaskę kapitana, co widocznie osłabiło morale piłkarza. Niemiec przewracał Lechią do góry nogami, co nikomu nie wyszło na dobre. Szybko zastąpił go jego asystent Dawid Banaczek i co teraz? Pierwszy raz od dawna passa zwycięstw, zalążki dobrej gry całego zespołu, a zwłaszcza Sebastiana Mili.

Być może popadam w hurraoptymizm, w końcu to tylko dwie asysty z będącą w kryzysie Wisłą Kraków, a liga trwa od lipca. Jednak nie da się nie zauważyć, jak mocno chociażby chwilowa stabilizacja wpłynęła na gdańszczan, a zwłaszcza Milę. Banaczyk ponownie uwierzył w jego zdolności, sprawił, że lechistom chciało się grać w piłkę. „Roger” znowu cieszył swą grą. Za szybko, by stwierdzić, że były gracz Śląska odbuduje się w Gdańsku. Jak każdy, miał wzloty i upadki, jednak jak sam ostatnio mówił, gra ponownie sprawia mu radość, z której korzysta cała drużyna. Dał impuls do zmiany. A co najważniejsze, jest na dobrej drodze, żeby ponownie stać się liderem.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze