Przed objęciem polskiej kadry przez Paulo Sousę wiele mówiło się, że pod ewentualny system z trzema stoperami i wahadłowymi nasza reprezentacja nie posiada odpowiednich wykonawców. Wtedy zmartwienia dotyczyły głównie bocznych pomocników, ale z biegem czasu okazało się, że większy problem może leżeć w trzyosobowym bloku defensywnym, a konkretniej – w obsadzie dwójki półlewych i półprawych obrońców.
Przez 2021 rok, w którym Polacy rozegrali piętnaście spotkań, 51-letni szkoleniowiec zestawił aż jedenaście różnych bloków obronnych. W tym czasie mieliśmy trzech innych liderów defensywy, pięciu półlewych obrońców i aż sześć opcji na obronę półprawą.
- Środkowy obrońca: Glik (10), Helik (4), Bednarek (1)
- Lewośrodkowy obrońca: Bednarek (8), Kędziora (4), Piątkowski (1), Rybus (1), Dawidowicz (1)
- Prawośrodkowy obrońca: Bereszyński (8), Dawidowicz (3), Kędziora (1), Helik (1), Piątkowski (1), Gumny (1),
Naprawdę ciężko odnaleźć spójność wyborów w tym miejscu boiska naszej reprezentacji. Na samym początku byliśmy przekonywani do słuszności tzw. hybrydowego ustawienia, w którym jeden z trójki defensorów podczas przechodzenia z rozgrywania do bronienia wraz z przeciwległym wahadłowym miał w pełni poświęcić się zabezpieczaniu naszych boków.
Po mistrzostwach Europy powoli przeszliśmy do ustawienia z klasycznymi, rosłymi i silnymi trzema środkowymi obrońcami, ale jak się okazało, mamy ich póki co za małą liczbę, aby w takiej taktyce w razie potrzeby zachować jakościową rotację. Helik i Piątkowski to piłkarze, którzy dopiero zaczęli nabierać wprawy w reprezentacyjnych bojach, a reszta jeszcze nie cechuje się na tyle dobrą zwrotnością i dynamiką, abyśmy mogli im ufać w stu procentach.
Zaś w jeszcze innych spotkaniach występowaliśmy tylko jednym rasowym stoperem, który za partnerów miał dwójkę bocznych obrońców. Rozumiemy – miało to na celu lepsze operowanie futbolówką i bogatszą kreację w meczach z absolutnymi outsiderami, ale z drugiej strony – w tym dość wymagającym systemie – trudno przyswoić docelową rolę i funkcję w zespole oraz wypracować pewne automatyzmy graczom, którzy nie są oswajani z jednym, konkretnym planem.
Reprezentacja Polski i jej próba nerwów
Często słyszy się, że nasi piłkarze nie potrafią wywiązywać się z roli faworyta i przy okazji meczów z rywalami niższego kalibru nie umieją toczyć gry pod swoje dyktando w ataku pozycyjnym. Zupełnie inaczej jest z przeciwnikami wyższej klasy, kiedy jesteśmy zmuszeni oddawać im piłkę i przede wszystkim się bronić.
Dobitnie pokazało to październikowe starcie z Anglikami, w którym wyszliśmy trzema środkowymi z natury stoperami. Inicjatywę może także przejąć przeciwnik, z którym spotkamy w barażach przyszłej wiosny. Stąd może stanowić to mocny argument dlaczego na teraz najrozsądniejszym wyborem wydaje się zachować tercet Bednarek-Glik-Dawidowicz i liczyć na swój moment w kontrze.













