Piłkarska reprezentacja Polski pokonała Węgry 2:1 w meczu towarzyskim rozegranym w Poznaniu. Zawiodła publiczność, kiepska była murawa. Cieszy jednak wygrana, szczególnie z tego względu, że bardzo ciekawie prezentowała się gra ofensywna Polaków.

Polacy rozpoczęli spotkanie na świecącym pustkami Stadionie Miejskim w Poznaniu z dużym luzem i spokojem, od początku narzucając rywalowi swój styl gry. Pierwsza okazja do zdobycia bramki nadarzyła się podopiecznym Franciszka Smudy w 2. minucie. Grający nieco bardziej na środku Jakub Błaszczykowski wyprowadził akcję ofensywną, piłkę z prawego skrzydła zgrywał do środka Grzegorz Wojtkowiak, a akcję strzałem obok bramki zakończył Błaszczykowski. Polacy widocznie czuli się na siłach, bo próbowali szybko wyjść na prowadzenie. W 4. minucie ładnym strzałem z pola karnego popisał się Adrian Mierzejewski. Pomocnik tureckiego Trabzonsporu uderzył mocno w kierunku krótkiego rogu węgierskiej bramki, ale trafił tylko w boczną siatkę.
W 9. minucie nadarzyła się kolejna okazja dla polskiej drużyny. Co więcej widać było, że sytuacja strzelecka jest efektem wyćwiczonego rozegrania stałego fragmentu gry. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Mierzejewski, a doskonale w pole karnym odnalazł się Marcin Wasilewski. Obrońca Anderlechtu doszedł do piłki, ale nieznacznie pomylił się przy oddawaniu strzału i piłka minęła bramkę. Akcja byłych piłkarzy Wisły Płock zasłużyła jednak na pozytywną ocenę i nastrajała optymistycznie nieśmiało reagującą publiczność.
Pierwszy kwadrans, który upłynął pod znakiem dominacji „Biało-czerwonych”, mógł zakończyć się bramką. Zabrakło precyzji w przyjęciu, w czym na pewno nie pomogła kiepska poznańska murawa. Prostopadłym podaniem popisał się Maciej Rybus, a sam na sam z Adamem Bogdanem wychodził Błaszczykowski. Pomocnik Borussii Dortmund nie zdołał opanować piłki i z bardzo dobrej akcji nic nie wyszło.
Dobra gra Polaków nie zakończyła się po 15 minutach. W 24. minucie kolejna dobra szarża Rybusa skończyła się faulem węgierskiego obrońcy przed polem karnym Bogdana. Do rzutu wolnego podszedł Mierzejewski. Były piłkarz Polonii Warszawa uderzył silnie lewą nogą, zdołał ominąć mur węgierskich zawodników, ale dobrą interwencją popisał się golkiper Węgier, który odbił piłkę do boku. Warto wspomnieć, że pięć minut wcześniej swoją pierwszą okazję wypracowali sobie Węgrzy. Po zagraniu z lewego skrzydła sam z piłką w polu karnym był Vladimir Koman. Piłkarz Sampdorii oddał bardzo szybki strzał, ale z precyzyjnym uderzeniem świetnie poradził sobie Łukasz Fabiański.
Swoje okazje na bramkę miał także Paweł Brożek. Były piłkarz Wisły, nominalny rezerwowy w kadrze Smudy, nie popisał się jednak skutecznością. Najpierw zabrakło mu precyzji, kiedy po świetnym zgraniu piłki piętą przez Błaszczykowskiego i ominięciu obrońcy przeniósł piłkę nad poprzeczką. Później zabrakło mu zdecydowania. Napastnik Trabzonsporu znowu zdołał wymanewrować defensora, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i został zablokowany. Widzowie mogli być zawiedzeni, bo obie okazje powinny być zakończone bramkami dla reprezentacji Polski.













