Reprezentacja Polski pokonała Mołdawię 1:0. Jedynego gola zdobył w 15. minucie spotkania Dawid Plizga. Spory udział przy tym trafieniu miał bramkarz rywali.

Spotkanie to lepiej rozpoczęli piłkarze reprezentacji Mołdawii. Siedem minut po pierwszym gwizdku arbitra w pole karne dośrodkował Aleksandr Suworow, a piłka trafiła do dobrze ustawionego Anatolija Dorosza, który uderzył wprost w dobrze ustawionego Grzegorza Sandomierskiego. Polacy pierwszą groźną akcję przeprowadzili dopiero pod koniec pierwszego kwadransa gry. Była to jednak od razu akcja, która przyniosła bramkę. Na strzał z dystansu zdecydował się Dawid Plizga, a fatalny błąd popełnił Stanislaw Damasco. Piłka prześlizgnęła się po rękawicach mołdawskiego bramkarza, przeszła między jego nogami i wpadła do siatki. Była to pierwsza bramka zawodnika Zagłębia Lubin w jego drugim meczu w reprezentacji. Kilka chwil później dobrą sytuację po dośrodkowaniu Suworowa miał Dorosz, ale uderzył obok polskiej bramki. Ten sam zawodnik z łatwością ograł Huberta Wołąkiewicza, po czym zdecydował się na kolejne uderzenie. Tym razem piłka przeszła po nodze Grzegorza Wojtkowiaka i wyszła na rzut rożny.
W 30. minucie spotkania dobre podanie otrzymał Igor Picusciac, a do bramki nie trafił tylko dzięki świetnemu wyjściu z bramki Sandomierskiego. Chwilę później podobną okazję z drugiej strony boiska miał Dawid Nowak. Napastnik PGE GKS-u Bełchatów próbował minąć bramkarza rywali, lecz Damasco okazał się w tej sytuacji lepszy od polskiego piłkarza. Cztery minuty przed końcem pierwszej części gry Nowak znów otrzymał świetne podanie, ale został wyprzedzony i ograny przez jednego z mołdawskich obrońców. Ten sam zawodnik zmarnował jeszcze jedną świetną sytuację, kiedy to po dośrodkowaniu Szymona Pawłowskiego uderzył obok bramki. Więcej sytuacji w pierwszej połowie już nie było i arbiter zakończył pierwszą połowę tego pojedynku.

Drugą część spotkania Polacy rozpoczęli z jedną zmianą w składzie. Michała Kucharczyka zmienił Jakub Rzeźniczak. Dwie minuty po wznowieniu gry strzał z dystansu oddał Pawłowski, ale uderzenie to było niecelne. Kilka chwil później Sandomierski dobrze obronił strzał Dorosza, a napastnik rywali i tak znajdował się na pozycji spalonej. Pod koniec pierwszego kwadransa drugiej części gry bramkarz Jagiellonii po raz kolejny dobrym wyjściem z bramki zażegnał niebezpieczeństwo. W 72. minucie spotkania Sandomierski popełnił spory błąd, źle obliczył bowiem tor lotu piłki i trafiła ona do Dorosza. Na szczęście dla naszej reprezentacji, mołdawski napastnik był zmuszony do uderzania z bardzo ostrego kąta i trafił jedynie w boczną siatkę.










