„Biało-czerwoni” w pierwszym oficjalnym spotkaniu pod wodzą Waldemara Fornalika przegrali z reprezentacją Estonii 0:1. Dla Polaków był to zarówno pierwszy, jak i ostani sprawdzian przed eliminacjami do mistrzostw świata.
Fornalik, jeśli chodzi o personalia, nie dokonał znaczących korekt. Jego kadra bazuje na zawodnikach powoływanych przez Franciszka Smudę, kapitanem, tak jak jego poprzednik, mianował Jakuba Błaszczykowskiego, jedynie jeśli chodzi o taktykę nastąpiły zmiany. Były trener Ruchu zdecydował się na grę dwoma napastnikami, obok osamotnionego w czasie Euro Roberta Lewandowskiego wystawił Artura Sobiecha. Za niespodziankę można uznać to, iż w pierwszym składzie znalazł się Ariel Borysiuk.

Pierwsze minuty meczu w Tallinnie były dość nudne, obie reprezentacje nie potrafiły stworzyć sobie dogodnych sytuacji bramkowych, gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. W 10. minucie pierwszy strzał w meczu oddał Ariel Borysiuk, jednak jego uderzenie z rzutu wolnego nie mogło zaskoczyć estońskiego golkipera. W 16. minucie niedokładnie do Szczęsnego podawał Wawrzyniak i bramkarz Arsenalu, naciskany przez napastnika z Estonii, musiał się ratować wybiciem piłki na aut.
Cztery minuty później po raz pierwszy okazję do interwencji miał Szczęsny, który obronił główkę estońskiego napastnika. Chwilę później bardzo groźnie zza pola karnego strzelał Ojamaa i Szczęsny z wielkim trudem poradził sobie z tym uderzeniem. Estończycy atakowali coraz śmielej i to oni nadawali ton grze. W 34. minucie świetnie dryblował Rybus, który był faulowany na granicy pola karnego rywali, jednak arbiter, nie wiedzieć czemu, odgwizdał rzut wolny dla gospodarzy. Zawodnik Tereka dał o sobie znać kilkadziesiąt sekund później, groźnie uderzając głową po dośrodkowaniu Piszczka.
Polacy w pierwszej części zaprezentowali się kiepsko, to piłkarze reprezentacji Estonii byli aktywniejsi i mieli więcej sytuacji bramkowych. Z Polaków na wyróżnienie po pierwszej połowie zasługiwał jedynie Maciej Rybus. Do przerwy w Tallinnie było 0:0.

Początek drugiej połowy to chaotyczne ataki Polaków, którzy dość nieudolnie starali się przedostać w pole karne przeciwnika. W 58. minucie dobrą akcję przeprowadził Grosicki, jednak zamiast strzelać, zdecydował się na podanie i akcja ostatecznie nie przyniosła rezultatu. Tempo gry w drugiej połowie niestety spadło i żadna reprezentacja nie potrafiła stworzyć choćby jednej dobrej okazji do strzelenia bramki. Polacy czasami przeprowadzali dynamiczne akcje skrzydłami, lecz nie potrafili ani jednej zakończyć strzałem.











