Ostatnio, gdy spotkali się razem, Sevilla pewnie pokonała Barcelonę na Estadio Sanchez Pizjuan 2;0. Był to pierwszy mecz półfinałowy Pucharu Króla. Sevilla zrobiła krok milowy stronę finału rozgrywanego na stadionie w Sevilli. Jednak nie będzie to Sanchez Pizjuan ani też Benito Villamarin. Sevilli szczególnie zależy na pewno na występie w finale rozgrywanym w swoim mieście. Po kolejnym tygodniu z ukochaną Ligą Mistrzów nadszedł czas na powrót mocno krytykowanej w Europie La Liga. Pojedynek Sevilli z Barceloną już po samych nazwach drużyn zapowiadał się wyśmienicie.
Sevilla w lidze idzie jak burza. Nie ma co ukrywać, jest jedną z najlepszych drużyn w całej stawce. Poziomem w końcu na stałe zagościli w czwórce najlepszych. Barcelona z kolei zmaga się z pewnymi problemami, choć wydaje się, że z treningu na trening jest ich coraz mniej. W lidze „Blaugrana” ostatnio również nie zawodzi, z wyłączeniem meczów z Cadizem. Beniaminek jest zespołem totalnie nieprzewidywalny. Ostatnia strata punktów Barcy miała miejsce w meczu właśnie z ekipą Alvaro Cervery. Ostatni porażka w lidze również przypadła na pojedynek z byłym klubem Kamila Kosowskiego. W tabeli ostatnich 10 meczów Sevilla i Barcelona plasują się odpowiednio na 2 i 1 miejscu. Ten mecz musi po prostu być dobry. Miejmy nadzieję, że czeka nas prawdziwe partidazo.
Argentyńska moc
Nie jest rzeczą najtrudniejszą na świecie wytypować gwiazdę tego spotkania. Jeśli trzeba postawić na jedno nazwisko to prawdopodobnie 90 % kibiców wskazałoby Leo Messiego. Nic dziwnego, Argentyńczyk tak naprawdę w wielu meczach sam utrzymuje Barcelonę na powierzchni. Po słabszym początku sezonu, gdy liczyliśmy mecze bez gola z gry wrócił „stary” Messi. Strzela, asystuje, kreuje, robi to, do czego nas przyzwyczaił przez lata. Już przeskoczył w klasyfikacji trofeo Pichichi swojego przyjaciela z Atletico Madryt, Luisa Suareza.
Po stronie Sevilli wobec nieobecności Lucasa Ocamposa nie trudno jest wykreować gwiazdę urodzoną właśnie w Argentynie. Papu Gomez, nazywany prawo nożnym Messim jawi się jako ofensywna odpowiedź Sevilli na Messiego. Wiadomo to nie jest ten sam poziom co Leo, ale wciąż potrafi zagrać naprawdę spektakularne spotkanie. Monchi ściągnął Papu na Pizjuan zimą za śmieszne 5,5 miliona euro. Argentyńczyk z ligą przywitał się naprawdę znakomicie. Wszedł na boisko w meczu z Getafe i strzelił spektakularnego gola z dystansu. Jednak od tego czasu nie pokazał nic wielkiego. Przyzwoite spotkanie zagrał przeciwko Huesce, ale w liczbach cisza. Czas się przebudzić Panie Alejandro. Kibice czekają na błysk geniuszu, polotu i finezji. Pytanie brzmi tylko, czy zobaczymy filigranowego Argentyńczyka na murawie od początku meczu.











