Miniony weekend, jak to zwykle w świecie piłki nożnej bywa, przyniósł nam ciekawe rozstrzygnięcia, emocjonujące pojedynki, zaskakujące bramki czy zagrania. Tym razem mieliśmy również te mniej sympatyczne wydarzenia związane z piłką nożną.
Piłkarz weekendu
Trzy bramki, zwycięstwo – czego chcieć więcej. Andre Schürrle, który nie miał łatwego początku w drużynie „The Blues” pokazał kolejny raz kibicom i przede wszystkim Jose Mourinho, że warto na niego stawiać.
Najlepszy mecz

Atletico – Real. Można powiedzieć, że to mecz, w którym widzieliśmy wszystko, czego kibice pragną podczas meczu, czyli przede wszystkim twardą walkę, gole, czołowe drużyny, a to wszystko oblane wielkimi emocjami i posypane szczyptą kontrowersji. Tak – to właśnie nazywa się widowisko najlepszych lotów. Oczywiście, trochę brutalne i pewnie w tym sensie może nie było idealnie, ale pewna dawka tego typu wrażeń również jest czasem potrzebna.
Gol weekendu
Ten tytuł ląduje w rękach Teveza, który huknął jak trzeba w zwycięskim meczu z Milanem. Nie ma co opisywać, zobaczcie sami…
Kretynizm weekendu
Burdy na Legii. To zdecydowanie najgorszy akcent minionego weekendu. Historię znają już chyba wszyscy, ponieważ we wszystkich rodzajach mediów ta sytuacja została obtrąbiona na każdy możliwy sposób. W skrócie: Pseudokibice tłukli się na stadionie przy Łazienkowskiej. Szerzej: TUTAJ.
Riposta weekendu
Tadeusz Pawłowski, znany szerzej jako trener Śląska Wrocław, może być zadowolony z pierwszego meczu, ponieważ jego drużyna pokonała ekipę Cracovii 1:0 po golu Marco Paixao, którego zresztą Pawłowski mianował kapitanem drużyny. Wcześniejszy natomiast w ogóle nie zagrał, ponieważ nabawił się urazu. Na konferencji prasowej szkoleniowiec WKS-u zapytany został o nadwagę Sebastiana Mili, która podobno wynosi sześć kilo. Odpowiedź: Ja przyszedłem dopiero we wtorek do klubu. Ja z nim nie jadłem! Przez salę przeszły salwy śmiechu i tak błyskotliwie Pawłowski w chwale zwycięstwa zaliczył swoje pierwsze spotkanie.
Zawód weekendu

Bayern – Schalke. Zapowiadał się mecz pełen emocji, ponieważ w końcu Bayern miał walczyć o zwycięstwo z rywalem, który jeszcze nie tak dawno toczył wyrównane boje z „Bawarczykami”. Te historie najwyraźniej odchodzą w niepamięć, gdyż wynik, jaki zdołali ugrać gracze Schalke jest przytłaczający. Śmiem twierdzić, że gdyby Bayern nie spuścił z tonu w drugiej połowie (bo po co ryzykować kontuzje i tracić siły), to wynik mógłby być bliski dwóch cyfr. Niestety z Schalke w ostatnich sezonach została tylko nazwa. A wydawało się, że jest lepiej…











