Lech Poznań na własnym stadionie nie potrafił pokonać lidera I ligi, Podbeskidzia Bielsko-Biała. Poznaniacy długo prowadzili po strzale wprowadzonego w przerwie Bartosza Ślusarskiego, jednak w ostatniej minucie wynik meczu na 1:1 ustalił Adam Cieśliński.
Po wyeliminowaniu Wisły Kraków piłkarze Podbeskidzia wierzyli, że Lech Poznań również jest w ich zasięgu. W końcu w Ekstraklasie to Wisła jest na czele tabeli, a poznaniacy starają się doścignąć uciekającą czołówkę. I rzeczywiście to „Górale” jako pierwsi stworzyli sobie dogodną sytuację strzelecką. Po dośrodkowaniu Cieślińskiego z prawego skrzydła piłkę minimalnie nad bramką posłał Chmiel. Lech odpowiedział groźną akcją Semira Stilicia, a potem znów do głosu doszli bielszczanie. Po dokładnym podaniu Patejuka, Cieśliński powinien umieścić piłkę w siatce, lecz w ostatniej chwili powstrzymał go doskonale interweniujący Kotorowski. Sędzia w tej sytuacji dopatrzył się jednak spalonego, więc nawet jeśli piłka wpadłaby do bramki, to gol nie zostałby uznany.

Do końca pierwszej połowy nie sposób było rozróżnić, która drużyna występuje w Ekstraklasie, a która dopiero puka do jej drzwi. To Podbeskidzie pozostawiło po sobie lepsze wrażenie, stwarzając więcej dogodnych sytuacji, które wydawały się bardziej niebezpieczne niż te, które mieli lechici.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli podopieczni Jose Marii Bakero. Najpierw gorąco pod bramką Podbeskidzia zrobiło się za sprawą Stilicia. Będący ostatnio w wysokiej formie Bośniak strzelił mocno zza pola karnego, piłka odbiła się od jednego z obrońców i zmierzała w światło bramki, lecz znakomitym refleksem wykazał się Richard Zając. Chwilę później słowacki bramkarz był już bezradny. Dośrodkowanie Jakuba Wilka z prawej strony trafiło do Bartosza Ślusarskiego, a napastnik Lecha, mimo że był popychany, w jakiś sposób zdołał skierować piłkę do siatki. Ten gol mógł się podobać, bo popularny „Ślusarz” znajdował się w wyjątkowo trudnej pozycji strzeleckiej.
Po tym golu na boisku dominował Lech, Podbeskidzie przez długi czas nie mogło się podnieść po tej stracie. To poznaniacy byli bliżej strzelenia drugiej bramki, lecz piłkarzom Lecha brakowało precyzji. Goście przebudzili się dopiero w ostatnich minutach meczu. Strzały Cieślińskiego, Malinowskiego czy Ziajki nie przyniosły jednak większego zagrożenia pod bramką aktualnych mistrzów Polski. Jednak ostatnia minuta była wyjątkowo szczęśliwa dla bielszczan. Lewą stroną popędził szybki jak błyskawica Piotr Malinowski, który wypatrzył w polu karnym świetnie ustawionego Adama Cieślińskiego, a ten pewnym i silnym strzałem głową nie dał szans Kotorowskiemu na udaną interwencję, ustalając wynik meczu na 1:1.











