Podbeskidzie, choć momentami mocno nieskuteczne, wygrywa mecz z GKS-em Tychy. A to oznacza, że popularni „Górale” notują po falstarcie w 1. kolejce z Arką Gdynia trzy zwycięstwa z rzędu. Dzięki temu potwierdzają przedsezonowy akces do walki o najwyższe miejsca w Fortuna 1. Lidze i notują najlepszy start w lidze od lat.
Być może pierwsze trzy mecze Podbeskidzia w tym sezonie nie wyglądały najlepiej. Można nawet uznać, że były one, mówiąc kolokwialnie, przepychane. Niemniej jednak niedzielny mecz z GKS-em Tychy uwydatnił wiele atutów „Górali”. I choć należy pamiętać, że nie obyło się bez błędów, to można uznać, że Podbeskidzie rozegrało bardzo dobry mecz. Mecz, który może być spotkaniem założycielskim drużyny spod Klimczoka.
Mecz założycielski?
Spotkanie z GKS-em Tychy bez wątpienia było najlepszym w wykonaniu Podbeskidzia Bielsko-Biała w tym sezonie. Być może miało ono też nieco inny wymiar. Wymiar trochę bardziej psychologiczny aniżeli boiskowy. A mianowicie tzw. mecz założycielski, czyli spotkanie, które w polskiej piłce jest nazywane momentem startowym do sukcesów danego zespołu. Taki mecz miała kadra Adama Nawałki czy Leo Beenhakkera. Miało też Podbeskidzie w sezonie, w którym awansowało do ekstraklasy. Wtedy takim samym rezultatem bramkowym jak dzisiaj udało pokonać się Stal Mielec. A mecz ten został zapamiętany przez kibiców jako ten, który otworzył drogę do wielkiego sukcesu w Bielsku. Czy tak będzie i tym razem? Trudno powiedzieć, ale to spotkanie ma podstawy do tego, aby mówić o nim w kontekście meczu założycielskiego drużyny Mirosława Smyły. Bo zespół pokazał po raz pierwszy w sezonie, na co go tak naprawdę stać.
Cztery gole pomimo nieskuteczności
Choć bielszczanie zdobyli w ostatnim meczu cztery bramki, to sytuacji do tego, aby wynik był jeszcze bardziej okazały, było znacznie więcej. Wystarczy wymienić niewykorzystane stuprocentowe okazje Kamila Bilińskiego czy Krzysztofa Drzazgi. Gdyby obaj ci zawodnicy mieli lepiej nastawione celowniki, to mecz mógłby zostać praktycznie zamknięty jeszcze w pierwszej części gry. A tak piłkarze spod Klimczoka do szatni schodzili z wynikiem remisowym, który nie dawał gwarancji dobrego zakończenia spotkania.
Zostając jednak przy ofensywnych aspektach gry „Górali”, należy zaznaczyć to, z jaką łatwością dochodzili oni do sytuacji strzeleckich. Cała druga linia, począwszy od środkowych pomocników, przez skrzydłowych, po wahadłowych, stwarzała wiele okazji pod bramką rywala. Tak zwany dział kreacji w drużynie z Bielska dobrze funkcjonował już w zeszłym sezonie, ale w tym zaczyna wyglądać jeszcze lepiej. A co najważniejsze, sytuacje, które stwarza, w końcu zostają wykorzystane, w przeciwieństwie do zeszłych rozgrywek. To może cieszyć, bo potencjał w sferze kreacji tego zespołu jest ogromny.











