Reprezentacja narodowa to grupa wyselekcjonowanych zawodników z różnych zespołów ligowych, którzy na krótki okres mają odłożyć na bok klubową rywalizację i wspólnie walczyć w barwach kadry. Tyle teorii, bo nie zawsze się to udaje. Najlepszym przykładem są Anglicy. Konfliktów w kadrze „Sons of Albion” nigdy nie brakowało. Podziały w zespole były i są natomiast widoczne gołym okiem. Do tego stopnia, że do wzniecenia pożaru wystarczy nawet plotka.
Przed każdym wielkim turniejem reprezentacja Anglii jest uznawana za jednego z głównych kandydatów do ostatecznego zwycięstwa. Najczęściej jednak, a nawet prawie zawsze, się nie udaje. Następnie brytyjskie media szukają więc winnych oraz „zwalniają” selekcjonera. Pomijany jest natomiast często fakt podziałów w zespole.
A przecież angielska kadra to w praktyce bomba zegarowa. Konflikty wewnątrz zespołu są na porządku dziennym. Raz o odległość, którą trzeba pokonać, by skorzystać z sauny. Innym razem z powodu klubowej rywalizacji, w Premier League niesamowicie zaciętej. Jak pokazuje jednak obecnie trwające zgrupowanie, by wywołać pożar, wystarczy nawet tylko plotka.
Jak plotka wznieciła pożar
Po brutalnym wejściu w nogi Virgila van Dijka bramkarz Evertonu oraz reprezentacji „Sons of Albion”, Jordan Pickford, znalazł się na cenzurowanym. Bynajmniej nie angielskiej federacji, która zamiotła sprawę pod dywan. Kibice tak miłosierni już jednak nie byli. Każdy występ golkipera od momentu zajścia był i jest uważnie obserwowany. Każde agresywniejsze wyjście z bramki odnotowywane i szeroko komentowane w internecie.
Łatka boiskowego bandyty na dobre została już przypięta zawodnikowi Evertonu. Nic więc dziwnego, że po informacji o urazie Joe Gomeza podczas treningu angielskiej kadry wystarczyła plotka, by większość kibiców uwierzyła w winę Jordana Pickforda. Plotka, która jak to zazwyczaj bywa, szybko zaczęła żyć własnym życiem.
Według wyssanych z palca doniesień to właśnie brutalne wejście Jordana Pickforda miało być przyczyną kontuzji Joe Gomeza. Tuż po starciu skutkującym urazem do golkipera Evertonu dobiegł Conor Coady. Następnie miało dojść do ostrej wymiany zdań, bo defensor Wolverhamptonu Wanderers to przecież były zawodnik Liverpoolu. Tak opakowaną plotkę powszechnie kupiono w internecie. Do tego stopnia, że Gareth Southgate na konferencji prasowej musiał podkreślać, iż kontuzja nie jest spowodowana żadnym starciem.












