Wykluczenia z reprezentacji nie zdarzały się tak często jak dziś. Z jednego prostego powodu – kiedyś media nie działały tak prężnie, nie było też narzędzia, jakim jest internet, przez co wiele niepokornych zachowań nie ujrzało światła dziennego. Trenerzy często też przymykali oko na wybryki swoich ulubieńców – alkoholowe czy obyczajowe. Oczywiście takie afery nie ominęły naszej reprezentacji.
Dwaj przyjaciele z boiska wypadli z kadry z powodu złamania zakazu selekcjonera Smudy – pili wino w samolocie, którym wracali ze zgrupowania reprezentacji. Kim byli ci panowie? Na pewno dobrze pamiętacie, że chodziło o Artura Boruca i Michała Żewłakowa. Nadal jednak nie jest pewne, czy nie była to po prostu wymówka – od dawna było wiadomo, że Smuda nie przepada za naszym reprezentacyjnym bramkarzem. Już w czasie ich współpracy w Legii dochodziło między nimi do spięć i do niezbyt miłych sytuacji. Trzeba też wspomnieć o sławnym wywiadzie Michała Żewłakowa, którego udzielał, mając na sobie strój drużyny koszykarskiej – Chicago Bulls. Nie wyglądał wtedy na pijanego w sztok. Sytuacja tym bardziej zdziwiła wszystkich polskich kibiców.
– Nagle przyszedł selekcjoner i zaczął na nas krzyczeć, że wszyscy są niezadowoleni z powodu naszego zachowania. Że wiochę robimy. Odpowiedziałem mu, że jedyną osobą, której coś się nie podoba, jest on sam. Dodałem też, że może nas wyrzucić, jeśli chce… Nie spodziewałem się tylko, że nastąpi to tak szybko, bo już po dwóch dniach przeczytałem w gazecie, że tak się stało – tymi słowami Michał Żewłakow skomentował decyzję selekcjonera w jednym z programów telewizyjnych. Miało to miejsce po dwóch latach od wspomnianego wydarzenia. Jak wiemy, obu panów nie zobaczyliśmy podczas Euro 2012 rozgrywanego w naszym kraju.
„Holy Goalie” za to wypowiedział się raz, a porządnie. – Bolało mnie najbardziej to, że nikt o tej sprawie ze mną nie porozmawiał, tylko po prostu wyrzucono mnie z kadry (…) Trener Smuda jest osobą, która nie umie rozmawiać, słuchać i zrozumieć. Nie kontroluje tego, co mówi. W normalnym świecie za takie teksty dostaje się w pysk – czy i to nie potwierdza konfliktu, w jakim byli obaj panowie? Prócz tej mocnej wypowiedzi dla telewizji nc+ Boruc nie chciał komentować swojej sytuacji, która zmieniła się dopiero, gdy trenerem naszej kadry został Waldemar Fornalik.
Warto przytoczyć także słynną „aferę lwowską”, która miała miejsce po meczu z Ukrainą (dokładnie w sierpniu 2008 roku, czyli wcześniej niż wydarzenia z samolotu). Wtedy to Leo Beenhakker wyrzucił z reprezentacji Artura Boruca, Dariusza Dudkę i Radosława Majewskiego. Powodem były oczywiście alkohol i impreza, jaką piłkarze urządzili w hotelu. Holenderski selekcjoner nie uniósł się jednak honorem i wybaczył zawodnikom. Zarówno Dudka, jak i Boruc wystąpili w meczu z Czechami, który miał miejsce dwa miesiące później. Nasz bramkarz był wtedy jednym z najlepszych piłkarzy na boisku, więc Leo na pewno nie żałował podjętej decyzji.











