Po pierwszych wytypowaniach do jedenastki roku FIFPro wydawało się, że bardziej ośmieszyć się już nie można. Okazało się jednak, że nasze nadzieje były złudne. Czy takie zastawienie wobec tych okoliczności ma jeszcze jakikolwiek sens?
Już pierwsze tegoroczne nominacje dotyczące bramkarzy sprawiły, że na twarzach ekspertów a także kibiców zagościło zaskoczenie. O ile z większością wyborów nie tylko można, ale i trzeba było się zgodzić, o tyle była jedna taka nominacja, której nikt nie jest w stanie logicznie wytłumaczyć.
Można mówić wiele rzeczy o Ikerze Casillasie. Ale postawmy sprawę jasno: czym bramkarz Realu zasłużył sobie na znalezienie się w tym gronie? Przegraniem rywalizacji w klubie z Diego Lopezem przez pierwszą połowę roku? Słabym występem na mundialu? A może fatalną interwencją w finale Ligi Mistrzów, która gdyby nie trafienie Ramosa, przesądziłaby o zwycięstwie Atletico?

To był jednak dopiero wstęp do kolejnych skandalicznych nominacji, które tym razem dotyczyły obrońców. I tutaj mamy kolejne kwiatki w postaci Daniego Alvesa i Gerarda Pique. Obaj nie dość, że mają za sobą bardzo przeciętny występ na mistrzostwach świata w Brazylii, to w dodatku na kolana nie rzucała także ich gra w klubie. Środkowy obrońca bardzo często przesiaduje u trenera Enrique na ławce, Brazylijczyk zaś zalicza tak mało udanych dośrodkowań, że statystycy przestali je nawet liczyć, bo uznali to za jałowe zajęcie.
A kto nie dostał nominacji? A chociażby Miranda, który do spółki z Godinem stał na czele defensywy Atletico. Tej samej, bez której zespół prowadzony przez Diego Simeone nie zdołałby wywalczyć mistrzostwa kraju, a tym bardziej nie zameldować się w finale Champions League. Wystarczy przypomnieć kilka meczów ligowych nawet z tego sezonu, gdy drużynie nie szło. Wtedy to właśnie Brazylijczyk, który wreszcie zaczął dostawać powołania do kadry narodowej, przesądzał o zwycięstwie albo wydatnie pomagał w jego odniesieniu celnym uderzeniem głową.
Wydawać by się więc mogło, że piłkarze należący do stowarzyszenia FIFPro, które odpowiada za plebiscyt, limit idiotyzmu wyczerpali przynajmniej na kilka kolejnych edycji. Nic bardziej mylnego. Bo to właśnie w piątek, w momencie ogłoszenia listy wybranych, którzy powalczą o miejsce w jedenastce wśród najlepszych pomocników, pokazali oni, jak płytka i mierna jest ich wiedza o tym, co obecnie dzieje się w futbolu. I jak bardzo ich nie docenialiśmy.












