Napastnik Legii Warszawa, Bartłomiej Grzelak w rewanżowym meczu REMES Pucharu Polski z Ruchem Chorzów zdobył gola na 1:0, ale radość po bramce manifestował odwrócony w przeciwnym kierunku niż siedzieli kibice. – Zawsze na tym stadionie mnie obrażano. Chciałem im uświadomić, że tak być nie może. Oni są nam potrzebni – powiedział. Wzburzony postawą kibiców był także Tomasz Jarzębowski.
Jak to jest od dłuższego czasu, na stadionie Legii brakowało dopingu. Nie brakowało natomiast docinek i wykrzykiwania obelg pod adresem piłkarzy. Każde dojście zawodnika stołecznej drużyny do piłki kwitowano gwizdami.
Oprócz braku dopingu nie pierwszy już raz trybuny dodatkowo obrażały zawodników swojej drużyny. W tych w końcu coś pękło. Bartłomiej Grzelak po strzelonej bramce odwrócił się do kiboli plecami i pobiegł się cieszyć w przeciwnym kierunku. Tam, gdzie stoi nowa, jeszcze nieurządzona pusta trybuna remontowanego stadionu. Maciej Iwański pokazał krzyczącym gest Kozakiewicza.
– Każdy ma prawo wyrażać radość tak, jak mu się podoba. Jeden wyciąga chorągiewkę, drugi ściąga koszulkę, a ja cieszyłem się do trybuny. Chciałem, aby to był impuls dla ludzi, którzy przychodzą na stadion, by przypomnieli sobie, że przychodzą po to, by nas dopingować. Ten doping jest nam niezbędny. Jestem tu już trzy lata i nigdy nie byłem pupilkiem kibiców – mówi Grzelak.
– Rzecz druga – od zawsze, od samego początku, pojawiały się kontrowersje dotyczące tego, skąd przyszedłem, czyli z Widzewa. Epitety słyszałem nawet po strzelanych bramkach. Niezależnie od tego, czy grałem dobrze czy grałem źle. Nic więc pod tym względem się nie zmieni. Jeśli trener nie pochwala mojego zachowania odbędzie się rozmowa. Albo zostanę skrytykowany, albo moje zachowanie zostanie przyjęte. Mam tylko nadzieję, że ludzie przychodzący na stadion ulegną zadumie i uświadomią sobie, że są temu zespołowi potrzebni – mówił po meczu wciąż jeszcze wzburzony napastnik.
Swojego oburzenia kibicami Legii nie krył również Tomasz Jarzębowski. – Chodziłem na Legię od małego i nigdy nikogo nie obrażałem. To, co dzieje się na stadionie, jest nie do przyjęcia. W takiej atmosferze trudno wygrywać – mówił pomocnik Legii Warszawa, Tomasz Jarzębowski.
To właśnie on zdobył w samej końcówce gola na 2:1 dla gospodarzy. Zwycięstwo nic jednak legionistom nie dało. – Ta bramka zupełnie nie cieszy. Gdybym strzelił przy 1:0, byłaby satysfakcja z awansu do półfinału. Można tylko się pocieszać, że robimy postępy. W drugiej połowie, po pierwszej słabej, zagraliśmy ofensywniej i lepiej. Szkoda bramki straconej w dogrywce w bardzo łatwy sposób. Szkoda tego naszego wysiłku. Niemniej jednak, lepsza gra może napawać optymizmem przed ligowym meczem z Lechią w Gdańsku – mówił strzelec zwycięskiego gola.










