Marcin Cabaj rozstaje się z Cracovią. Chcielibyśmy z tej okazji pożegnać się z jedną z najbarwniejszych postaci Ekstraklasy i przy okazji oddać szacunek, a także życzyć wszystkiego dobrego w dalszej karierze.
Oficjalna strona Cracovii ogłosiła niedawno, że klub nie doszedł do porozumienia z Marcinem Cabajem odnośnie do nowego kontraktu, dlatego popularny „Wąski” wraz z końcem grudnia przestanie być zawodnikiem „Pasów”. Mimo iż były golkiper krakowskiej drużyny był regularnie poddawany fali krytyki, a wielu „życzliwych” dziennikarzy, a także kibiców, tylko modliło się o moment, w którym Cabaj opuści Cracovię, warto się zastanowić, czy odejście tego piłkarza z Ekstraklasy będzie korzystne dla ligi. Najbardziej ucierpi widowiskowo-humorystyczny aspekt rodzimych rozgrywek.

Tezę, traktującą o tym, że Cabaj z Ekstraklasy odchodzi definitywnie, wygłaszam z pełną świadomością. No bo spójrzmy prawdzie w oczy – czy znajdzie się trener, który widziałby w swojej drużynie tego kontrowersyjnego golkipera? Albo pracodawca, który regularnie będzie przelewał na jego konto dziesiątki tysięcy złotych? Na najwyższym szczeblu rozgrywek – na pewno nie. Tutaj – mimo wszystko – głupich już nie ma.
Trzeba jednak pominąć wszelkie awersje i oddać Cabajowi szacunek. Aż trudno uwierzyć, ale 30-letni golkiper jest drugim – spośród obecnie zatrudnionych w klubach Ekstraklasy – bramkarzem, biorąc za kryterium liczbę rozegranych meczów. Były zawodnik Cracovii wziął bowiem udział w 162 spotkaniach, co daje wynik o siedem meczów gorszy od Krzysztofa Kotorowskiego. Cabaj wbrew pozorom bronić też umie. Nie trzeba szukać daleko w pamięci, aby merytorycznie uargumentować tę tezę. Chociażby w niedawnym meczu przeciwko Jagiellonii Białystok, mimo iż krakowski klub stracił cztery bramki, Cabaj był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. To w dużej mierze dzięki jego interwencjom piłkarze lidera tabeli dostali w przerwie spotkania burę z powodu zmarnowania zbyt dużej liczby klarownych okazji.

Dlaczego więc Cabaj stał się obiektem szyderczej krytyki dziennikarzy oraz drwin kibiców? Podczas całej swojej barwnej kariery wielokrotnie zdarzało mu się wpuszczać klopsy. I to zazwyczaj w bardzo newralgicznych momentach. W stadionowej nomenklaturze wykształciło się nawet słowo „cabaj”, które określa bramkę, zdobytą po katastrofalno-komicznym błędzie bramkarza…











